niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 3.


Spałam na łóżku Louisa rozwalona w poprzek. Zaraz, zaraz. Gdzie jest Lou? Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po bokach. Ani śladu chłopaka. Gdzie go wywiało? Sięgnęłam po swój telefon na półkę. Ósma. Kto normalny, kto ma wolne nie śpi o tej godzinie. Usiadłam na łóżku. Coś cicho mruknęło na podłodze. Nie pamiętam żeby którykolwiek z chłopaków mówił, że ma psa. Przestraszyłam się. Położyłam się na brzuchu. Wychyliłam głowę za łóżko. Na podłodze pod kocem spał Louis. Ojeejkuu. Chyba go zrzuciłam w nocy. Zdjęłam kołdrę z łóżka i nakryłam nią chłopaka. Na palcach wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni. Zrobiłam sobie kawę. Wzięłam kubek i poszłam do salonu. Usiadłam na kanapie. Kubek przyjemnie ogrzewał moje dłonie. Wsłuchiwałam się w niesamowitą cisze. Czasami lubiłam takie ciche momenty. Dawały mi w pewnym sensie ukojenie. Od czego? Od rzeczywistości. Nawet jeśli była to najlepsza rzeczywistość jaka może być. No dobra, nie ma najlepszej rzeczywistości, bo nie ma nic idealnego. Każde życie ma swoje wady i zalety. Dajmy na to moje. Mam kochającą rodzinę, przyjaciółkę, Justina. Ale. Właśnie. Ale mój tata nie żyje. Ciągle muszę się ukrywać. Nie mogę wyjść spokojnie z Jusem i Alex na spacer. Ehh. Doskonale pamiętam dzień gdy zginął mój ojciec. Miałam wtedy siedem lat. Niedawno wróciliśmy z Londynu. Siedziałam na ganku i bawiłam się z naszym psem. Mama była w domu. Przyszli policjanci. Mama chwilę z nimi rozmawiała. Gdy oni wyszli z naszego domu poszłam do mamy. Siedziała przy oknie w kuchni i płakała. Jej łzy połyskiwały w słońcu. Mieszkaliśmy wtedy w Ottawie. Niedługo potem przeprowadziłyśmy się do Stratford. Mama nigdy do końca nie pogodziła się ze śmiercią ojca. Pochłonął ją wir pracy. Całe dnie spędzałam z mamą Jusa, nim i jego dziadkami. Na same wspomnienia zakręciła mi się łza w oku. Otarłam ją wierzchem dłoni. Uśmiechnęłam się blado do kubka kawy. Wszystko już jest okej. Tak mi się przynajmniej wydaje. Siedzę w domu, w którym mam boskie towarzystwo. Dam radę. Nie będę smutać. Źle na mnie działają takie momenty ciszy. Wstałam. Poszłam do kuchni umyć kubek. Do pomieszczenia wszedł Harry.
- Witam cię koleżanko z celi. – Automatycznie na moją twarz wstąpił uśmiech.
- Cześć więźniu. – Odparłam wesoło.
- A z ciebie aż taki ranny ptaszek? Zgłupiałaś? Wolne, a ty tak wcześnie wstajesz?
- E tam. Obudziło mnie mruczenie Tomlinsona. Na początku myślałam, że mamy pas w pokoju. A to ja go po prostu zrzuciłam z łóżka.
- Udało ci się go zrzucić z łóżka? – Zapytał zszokowany loczek.
- A co w tym trudnego? Rozwalasz się i spychasz. – Wzruszyłam ramionami.
- To Lou wszystkich zrzuca. Dzisiaj mają przywieść nowe łóżko. Znaczy się Paul to zrobi. I jego kolega. Nas nie będzie.
- A gdzie się wybieracie?
- Gdzie się wybieramy. – Podkreślił ostatnią sylabę.
- No więc gdzie się wybieramy?
- Jedziemy na plażę trochę popływać. Szykuje się dzisiaj ładna pogoda. Trzeba korzystać.
- No racja. Musze iść się ubrać Harry.
- Spoko. Obudź Louisa. Powiedz, że jego kochanie Hazziątko się stęskniło.
- Spoko. – Odparłam i się zaśmiałam. Gdy tylko doszłam do pokoju zaczęłam szturchać bruneta. Mruczał coś. – Lou. Twoje kochanie Hazziątko się stęskniło.
- Zaraz, jeszcze pięć minut mamo. – Wymruczał niczym dziecko chłopak.
- Dobra, ale żeby później nie było, że cię nie budziłam.
Wyjęłam ze swojej walizki czarny strój kąpielowy, szorty i luźną białą bluzkę. Poszłam do łazienki się ogarnąć. Ubrałam wszystkie rzeczy, które sobie przyniosłam. Włosy związałam w kucyka. Dzisiaj kolejny dzień się nie malowałam. No bo czy jest sens skoro i tak wszystko ze mnie spłynie? Tez tak sądzę. Gdy wyszłam z łazienki Lou właśnie ścielił łóżko. Nie wyglądał najlepiej. Nie wyspał się chyba chłopaczyna. Nie dziwię się. Też jakbym spała na podłodze nie czułabym się najlepiej. Spojrzał się na mnie zmrużonymi oczami. Uśmiechnęłam się do niego szeroko. Pokazał mi język w odpowiedzi. Pokręciłam głową i w podskokach pobiegłam do pokoju Harrego. Nawet nie pukałam. Na łóżku siedziała już ubrana Alex. Poprawiała właśnie swoje włosy. Nie mogła ich związać ani nic. Zawsze miała z nimi utrapienie. Kiedyś próbowała przez jakiś czas mieć długie włosy. Nie udało się. Najlepiej czuła się w krótkich. Ehh. Odczepmy się od jej włosów. Widać było, że niedawno wstała. Oczy miała jeszcze lekko zmrużone i brak makijażu na twarzy. Poprosiła mnie żebym zrobiła jej kawę. Ruszyłam do kuchni. Stanęłam przed ekspresem do kawy. Nuciłam coś pod nosem. Wsypywałam kawę do miarki. Nagle ktoś mnie przestraszył. Przytulił mnie od tyłu. Wlepił swoją twarz w mój policzek. Poczułam loczki. Harry. Rozsypałam kawę na blacie. Chłopak wymruczał mi rozkosznie do ucha.
- Twój seksowny strój kąpielowy prześwituje.
- Styles ogarnij. – Parsknęłam śmiechem.
- Ale ja jestem poważny. – Powiedział nadal mnie nie puszczając.
- Matko kochana…
- Co ty robisz z moją Mel?! – Do kuchni wlazł Niall.
- Twoją? Ona jest moja! – Zaczęli na siebie groźnie patrzeć. Ja się ciągle śmiałam.
- Ja ci dam twoja! Ona zawsze była tylko i wyłącznie moja! – Blondynek nie dawał za wygraną. Ja tu już zwijałam ze śmiechu.
- Nieprawda bałwany. To jest moja Marchewka! – Do kuchni przylazł Louis i mnie przytulił.
- Marchewka Tommo? Aż tak bardzo spaliłam się na słońcu?
- Niee. Jesteś idealna Marcheweczko.. – Ponownie wybuchłam śmiechem.
- Ogarnijcie się wariaci, zaraz jedziemy. – Do kuchni głowę włożył Liam.
- Okeeej! – Krzyknęliśmy chórem.
Wydostałam się z objęć Louisa i pognałam na górę po buty. Wybór padł na czarne rzymianki. Po drodze zgarnęłam zaspaną Alex. Była wściekła, że nie ma swojego napoju życia. No moja wina, że te bałwany mnie rozbawiły? No dobra nie zastanawiajmy się tu po czyjej stronie leży wina. Zeszłyśmy powoli po schodach. Liam otworzył nam drzwi od domu. Matko jaki gentelman. Uśmiechnęłam się szeroko i wyszłam na zewnątrz. Nasz pan gentelman podbiegł do czarnego vana i otworzył nam jedne przednie i jedne tylnie drzwi. Alex, jak to Alex wpakował się na przód, a ja usadowiłam się z tyłu koło okna. Koło mnie usiadł lokowany bałwan, bądź jak kto woli mop. Z kieszeni swoich czarnych jeansów wyciągnął czarno-czerwone słuchawki Beats’a. podał mi jedną, a drugą wsadził sobie do ucha. Wtyczkę wcisnął w odpowiedni otwór w swoim Iphonie. Włączył mi jakąś mało znaną piosenkę, przynajmniej ja jej nie znałam. Wzięłam do ręki jego telefon i spojrzałam na jej tytuł. The Fray – Look after you. Spojrzałam pytającym wzrokiem na chłopaka. Wskazał on palcem Louisa, który właśnie musiał grać w jakąś bardzo ekscytującą grę na swoim telefonie. Zakumałam, że jest to ulubiona piosenka Marchewy. Ze słuchawek leciały przeróżne piosenki. Liam jechał bardzo wolno. Wkurzało mnie to lekko, bo byłam przyzwyczajona do szybszej jazdy. Ale tylko jeśli kierował ktoś inny niż ja. Niby mam prawo jazdy, ale boję się jeździć.
Po około dwóch godzinach jazdy stanęliśmy. Wyjrzałam przez okno. Widziałam wodę. Chłopaki szybko wyskoczyli z vana. Ja jak zaczarowana wychodziłam powoli ciesząc się pięknym widokiem. Uśmiechnęłam się szeroko. Ktoś zaczął mnie dźgać w bok. Tym kimś okazał się Louis. Spojrzałam się na niego wrogo. Pokazał mi język i puścił się biegiem na plażę. Zaczęłam go gonić. Powoli zaczął zwalniać. Doganiałam go. Zaczęłam być z siebie dumna. Chłopak stanął w miejscu. Skoczyłam mu na plecy. On tylko na to czekał. Zaczął biec w stronę wody. Zeskoczyłam z niego. Podbiegł do mnie i przerzucił sobie przez ramię. Z tylnej kieszeni moich szortów wyjął mój telefon. Krzyczałam jak opętana. Nic to nie dało. I tak zostałam wrzucona do wody. Byłam cała mokra. Z nienawiścią patrzałam na Louisa. Miał na sobie krótkie beżowe spodenki i koszulkę w turkusowe paski. Śmiał  się ze mnie. Gdyby nie trzymał mojego telefonu podzieliłby mój los. Czułam jak z mojego kucyka spływa woda. Wstałam i z podniesioną głową ruszyłam przed siebie. Lou złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam się do niego.
- Co robisz? – Zapytał się mnie.
- Idę znaleźć chłopców. Muszę wyschnąć. – Powiedziałam z irytacją w głosie.
- Ale nie znasz tej plaży. Jak masz zamiar ich znaleźć?
- Nie wiem, ale dam sobie radę. O mnie się nie martw.
- Zadzwonię do nich. Czekaj. – Zaczął gadać. Oczywiście z mojego telefonu. – Tam gdzie zawsze? Spoko już lecimy.
- No i gdzie? – Zapytałam lekko podirytowana.
- Tam gdzie zawsze.
- Czyli? – Wskazał mi palcem kierunek. Zaczęłam iść między ręcznikami. Szłam prosto, nie czułam się jednak zbyt komfortowo przed Louisem. I zaczęłam się plątać. Jak iść i wgl. Odwróciłam się. Wzrok chłopaka spoczywał na moich pośladkach. Odchrząknęłam, to nic nie dało. – Louis, będę się czuła lepiej jak będziesz szedł przede mną.
Lou zaczął iść między ludźmi. Szłam za nim. Nie ukrywam, że byłam lekko wkurzona. Dlaczego on ciągle niósł mój telefon? No fakt, jestem cała mokra, nie mam gdzie go schować. Doszliśmy do chłopców. Ci oczywiście mieli ze mnie nie mało śmiechu. Alex siedziała obok nich i zakrywała usta ręką. Złapałam się za kark i zaczęłam śmiać. Usiadłam na ręczniku i zaczęłam się opalać. Nasmarowałam sobie ciało oliwką. Położyłam się na jednym z ręczników. Po moim ciele zaczęło przechodzić przyjemne ciepło słońca. Chwilę później zrobiło mi się chłodniej. Otworzyłam jedno oko żeby sprawdzić co się dzieje, uniosłam delikatnie głowę do góry. Nade mną stał Harry, szczerzył się do mnie, nie wiem o co mu chodziło. Zza swoich pleców wyjął tubkę z jakimś kremem i mnie nim ochlapał. Zabiję tego kretyna. Zerwałam się z ręcznika i ze swojej torby wyciągnęłam buteleczkę mleczka do opalania. Zaczęłam biec za Hazzą, jednocześnie otwierając opakowanie i kierując strumień kosmetyku na chłopaka. Odwrócił się do mnie przodem i ponownie mnie oblał tym czymś. Cała byłam w jakimś białym kremie. Biegliśmy pomiędzy ręcznikami stale się oblewając, kilka razy ochlapaliśmy jakichś ludzi, którzy nie szczędzili nam niemiłych słów. W końcu mój przeciwnik się zmęczył, skorzystałam z okazji i wskoczyłam mu na barana. Mimo tego, że ciągle się ześlizgiwałam starałam się utrzymać na plecach chłopaka. Niestety nie wytrzymałam za długo i upadłam na ciepłu piasek. Harold jak przystało na prawdziwego mężczyznę podał mi pomocną dłoń. Wstałam i otrzepałam się z piasku, nie ukrywam, że to wcale nie było łatwe, cała byłam w kremie. Hazza rozpostarł swe wielkie ramiona, przytuliłam się do niego. W ten chyba właśnie sposób przeprosiliśmy siebie nawzajem, choć sama nie wiem za co, każdy ma ochotę na trochę szaleństwa raz na jakiś czas. Wróciliśmy do reszty, mieli oni oczywiście z nas kupę śmiechu, nie da się tego ukryć. Byliśmy cali biali, na dodatek ja byłam oblepiona piaskiem. Opatuliłam się swoim blado-różowym ręcznikiem, od razu zrobiło mi się ciut lepiej. Materiał częściowo wchłonął krem. Siedzieliśmy jeszcze jakiś czas na plaży, na mnie i na Hazzie nie było już ani śladu kosmetyków. Zaczęliśmy się powoli zbierać do domu, robiło się już trochę chłodno. Założyłam na siebie swoje ubrania, mimo to na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. Obok mnie stał Lou, zauważył, że jest mmi trochę zimno. Zdjął z siebie granatową bluzę i zarzucił mi ją na ramiona. Włożyłam ręce do rękawów, od razu zrobiło mi się lepiej. Uśmiechnęłam się do chłopaka, ten odwzajemnił go i puścił do mnie oczko. Ruszyliśmy w stronę vana. Gdy już w nim siedzieliśmy mój telefon zaczął wibrować. Spojrzałam na wyświetlacz, byłam lekko zdziwiona, dzwoniła Sel. Nie mam pojęcia czego ode mnie chciała. Przejechałam palcem po wyświetlaczu i odebrałam połączenie.
- Halo, Sel?
- Hej Mel. – Usłyszałam szloch dziewczyny.
- Kochanie co się stało? – Zapytałam zaniepokojonym głosem.
- Justin mnie rzucił.. Nie wiem… - Ciągle płakała.
- Ale jak on mógł? Dlaczego?
- Nie wiem.. Zadzwonił i powiedział, że to koniec.
- Ten kretyn zerwał z tobą przez telefon?! Zajebie idiotę! Tłumaczyłam mu, że tak się nie robi! A może on kogoś..
- Nie interesuje mnie to Mel. Jestem załamana, bo kocham tego kretyna.
- On na ciebie nie zasługuje Sel. Nie płacz za tym idiotą, on nie jest wart twoich łez, trafisz na innego kochającego mężczyznę. Tego chłopca mężczyzną nazwać nie można. Wpierdolę mu.
- Mel, proszę cię, nie kłóć się z bratem przeze mnie. To jest tylko i wyłącznie sprawa pomiędzy mną i Justinem, nie rób nic głupiego, musicie żyć w zgodzie.
- Spokojnie, ja mam zamiar z nim tylko poważnie porozmawiać.
- Ale nie rób nic głupiego, z nim nie ma sensu się kłócić.

- Obiecuję Sel. Tak bardzo mi przykro. Gdybyś chciała pogadać to dzwoń. Jestem po telefonem 24 godziny na dobę. 



Przepraszam, że mnie tak długo nie było. Poprawianie ocen, próby poloneza.. Trzecia klasa wita. Znaczy się żegna. Trochę mi smutno z tego powodu, ale takie życie. Więc jeszcze raz przepraszam, że mnie tak długo nie było, ale postaram się poprawić. do 19 lipca postaram się regularnie wstawiać rozdziały. Później może jadę na obóz do Niemiec, a potem do siostry. Komentujcie!

P.S. Jak wam się podoba szablon?

niedziela, 26 maja 2013

Rozdział 2.


Ołaciu.. Moja głowa. Zaczęłam wić się w pościeli. Na sobie miałam to w czym chodziłam wczoraj. Byłam w pokoju, który wczoraj był istnym wysypiskiem śmieci. No tak, pokój Lou. Zwlekłam się z wyra i podeszłam do swojej walizki. Wyjęłam z niej szare dresy i czarną bokserkę. Poszłam do łazienki. Przemyłam swoją twarz wodą. Zdecydowałam, że się dzisiaj nie maluję. Naciągnęłam na siebie świeże ubrania. Włosy zebrałam w nieogarniętego koka. Uśmiechnęłam się do siebie w lustrze. Przeciągnęłam się. Ubrałam moje sweetaśne różowe kapcie i zaczęłam schodzić na dół. O dziwo pamiętałam drogę. Ludziska w kuchni siedziały z przymkniętymi oczami. Nie no musiałam im zrobić na złość. To nic, że bania mi za chwilę pęknie. Skoczyłam na Jusa i krzyknęłam.
- Dzień doberek!
- Melanie.. Zlituj się nad nami, ciszej.. – Poprosił mnie brat.
- Wytłumaczy mi w końcu ktoś dlaczego spałam w samej bieliźnie? I to z Harrym w jednym łóżku? – Zapytała się Alex.
- No wiesz, tak koło pierwszej zaczęliście biegać po salonie i krzyczeć, że zgubiliście swojego jednorożca. Harry powiedział, że to klątwa. Odczynić ją miało zdjęcie przez ciebie ubrań. No i zdjęłaś. Ale jednorożca nie znalazłaś. – Zaczęłam improwizować.
- A tak serio? – Tym razem pytanie skierował Loczek.
- A tak serio to nie mam pojęcia. Nie pamiętam nic z zeszłej nocy. – Odparłam. Justin chował twarz w dłoniach. – Ale sądzę, że on pamięta. – Wskazałam na brata.
- Co ja?! – Zerwał się Justin. – Nie pamiętam.. Tylko tyle, że kazałaś mi i Alex spać oddzielnie. Ale to już końcówka wieczoru. Trudno się mówi.
- Słuchajcie, miło się przypomina wczorajszy wieczór, ale musze lecieć. – Powiedział Louis.
- A gdzie ty patatajasz młodzieńcze? – Odezwałam się.
- Tajemnica słodziutka, tajemnica.
Uśmiechnęłam się gdy wychodził z kuchni. Harry ukręcił jakieś dziwne coś, nie umiem tego profesjonalnie nazwać. Nie pachniało zbyt dobrze. Koktajl, bo to chyba jest koktajl śmierdział jak skarpetki Jusa po całym koncercie. Nikt nie chciał tego spróbować. A to podobno najlepsze lekarstwo na kaca. Sam loczek pił to ze smakiem. A co ja mam być gorsza? Nalałam sobie pełną szklankę. Ponownie powąchałam. Od razu mnie odrzuciło. Dwoma palcami zatkałam sobie nos. Zaczęłam pić napój nie czując jego zapachu przez co smak się osłabił. Mimo to smakowało ohydnie. Zgromadzeni w kuchni spojrzeli się na mnie badawczo. Krzywo się uśmiechnęłam. I oni sięgnęli po magiczna miksturę Stylesa. Przybiliśmy z chłopakiem żółwika, bo on tez udawał, że smakuje to nieźle. Chłopcy i Alex krzywili się od lekarstwa na kaca. Od razu po wypiciu tego czegoś Justin skierował się na górę. Dzisiaj musiał jechać. Poszłam za nim. Pakował się do torby. Za kilka dni zaczynał trasę. Podeszłam do niego i się przytuliłam. Powiedział do mnie.
- Ej, Mel nie smutaj. Jadę tylko w trasę. Nie pierwszą. Jakoś wcześniej wytrzymywałaś beze mnie. A teraz masz tych idiotów. Z nimi nie da się nudzić.
- Będę tęskniła Jus. Obiecujesz, że będziesz dzwonił, pisał i co jeszcze się tylko da?
- Obiecuję siostrzyczko.
Wszyscy pożegnaliśmy Justina. Będzie mi go brakowało przez te dwa miesiące. Ale co na to poradzę? Taka jego praca. Siedzieliśmy wszyscy w salonie chłopców. Wgapialiśmy się w telewizor. Leciały powtórki Mody na sukces. Nialla ciągle zastanawiało dlaczego Taylor w końcu nie może być z Ridgem. Tłumaczyłam mu, ze sens tego serialu polega na tym, iż każdy pieprzy się z każdym i nie ma zlituj, ale jakoś nie przyjął tego do wiadomości. I to podobno blondynki są głupie. Ale Nialla nic nie pobije. Potem chłopcy włączyli kinecta. Postanowiłam zmierzyć się z Liamem w bitwie tanecznej. Oczywiście nie byłabym sobą jakbym nie przegrała. Podczas gdy Liam naśladował postać pokazująca kroki ja odwalałam freestyle. Wszyscy oczywiście śmaili się ze mnie, a nie z Daddy’ego. Na koniec tego wszystkiego opadłam na ziemię. Doczołgałam się do kuchni i wzięłam butelkę wody. Ciągnęłam zimny płyn łapczywie. Odetchnęłam z ulgą gdy opróżniłam połowę butelki. Uśmiechnięta wróciłam do tych wariatów. Liam wyrwał mi z ręki butelkę i sam zaczął pić. Uśmiechnęłam się do niego. Pamiętam jednak coś z imprezy. Wyznania.. I przypomniało mi się to Nialler. Nigdy nie miał dziewczyny. Usiadłam obok niego i złapałam go za kolano. Wszyscy bacznie mi się przyglądali. Powiedziałam do blondynka.
- Chłopie, przypomniało mi się jednak coś z wczorajszego wieczoru.
- Co? – Zapytał głośno przełykając ślinę.
- Nigdy nie miałeś dziewczyny. Musisz nabrać jakiegoś doświadczenia przed tym wszystkim. – Zdjęłam bluzkę i rzuciłam ją w kąt pokoju. Wszyscy spojrzeli się na mnie zdziwieni. – No co? Będę go uczyć. – Powiedziałam do moich przyjaciół. Teraz odezwałam się do zawstydzonego blondynka. – Wiesz jak się to odpina? – Wskazałam na stanik. Pokiwał twierdząco głową. – No to dajesz. – Złapałam miseczki z przodu na wypadek gdyby miały opaść.
- Nie mogę Mel.. Głupio mi.. – Chłopak był wyraźnie zawstydzony.
- Nie krępuj się! Tylko masz rozpiąć to durne zapięcie, chyba wiele to cię nie kosztuje?
- Okej, sama tego chciałaś. – Powiedział blondasek i zrobił to o co go prosiłam. Poczułam jego zimne palce na mojej skórze. Zwinnym ruchem odpiął zapięcie.
- O proszę, to umie. – Zaczęłam się śmiać. Wszyscy mi zawtórowali. Teraz zapinał zapięcie. Zbliżył się do mojego ucha. Siedziałam tyłem do niego.
- To, ze nie miałem dziewczyny nie oznacza, że jestem doświadczony. – Wymruczał mi rozkosznie do ucha. Uśmiechnęłam się delikatnie i wstałam z kanapy po swoją bluzkę.
Właśnie wtedy gdy ją podnosiłam do domu ktoś wszedł. Tym kimś okazał się Lou z jakąś dziewczyną. Miała ona rozkoszny uśmiech i długie brązowe włosy. Była praktycznie wzrostu chłopaka. Pospiesznie naciągnęłam na siebie bluzkę i wskoczyłam na kanapę do Nialla. Zaczęliśmy się równocześnie śmiać. Chyba oboje sami z siebie. Mój współlokator przyszedł do nas z ową dziewczyną. Z poważną miną spojrzałam się na tą dwójkę. Już miałam wstawać się przedstawić, ale niebieskooki mnie wyprzedził.
- Dziewczyny to jest Eleanor, moja przyjaciółka. El to są Melanie i Alex.
- Mel. – Poprawiłam chłopaka. – A tak w ogóle to teraz na to się mówi przyjaciele? – Zapytałam z chytrym uśmieszkiem.
- Naprawdę jesteśmy tylko przyjaciółmi. – Powiedziała dziewczyna. Miała rozkoszny głosik. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Może ja im wszystko wytłumaczę. – Zaoferował się Lou. – Więc dziewczyny. Ja i Harry jesteśmy dla siebie jak bracia. Darzymy się miłością. – O zgrozo. Zaczynam się bać. – Ale taką braterską. Jednak Modest sądzi inaczej. Wydaje im się, ze między nami jest nie wiadomo co. Dlatego jakiś czas temu zaczęli szukać mi na siłę dziewczyny. Umawiali mnie na masę randek. A dlaczego mnie? Harry i tak ma już opinie kobieciarza. – Loczek się szeroko uśmiechnął. – I któregoś dnia miałem się zjawić w siedzibie kochanego Modestu. Stwierdzili, że skoro w nikim nie mogę się zakochać to podstawią mi dziewczynę. Mieliśmy udawać. No i tą dziewczyną okazała się El. Na początku ciągle się kłóciliśmy. Z czasem jednak nauczyliśmy się współpracować i zaprzyjaźniliśmy się.
- Okej, rozumiem. Ale.. Ty El nie masz życia? Chodzi mi o życie poza życiem z Louisem. – Zapytała się Alex.
- Mam chłopaka. Trochę to wszystko przeszkadza, ale mój ojciec tam pracuje i mnie wkręcił. Maxa poznałam już po podpisaniu umowy. Gdyby zjawił się wcześniej nie zrobiłabym tego. Musimy się ukrywać, udawać tylko parę znajomych. Fotoreporteży nie dają spokoju dopóki nie dostaną tego czego chcą. Sensacji. Ja i Lou wychodzimy raz na jakiś czas gdzieś razem. Wszystkim się wydaje, że jesteśmy stałym, stabilnym związkiem. To nie jest łatwe, ale da się z tym żyć.
- El, skończ swój wywód i zrób mi kanapkę. – Odezwał się Lou.
- Kochany.. Sam masz nóżki, rączki Bozia też podarowała. Wiesz gdzie jest kuchnia. Więc w czym problem? – Odgryzła się mu dziewczyna. Zaśmiałam się z nich.
Siedzieliśmy, obijaliśmy się w salonie. Moje nogi zarzucone były na Alex. Kłóciłam się z Harrym o to kto ma zajebistsze włosy. Wychyliłam się do niego i pomacałam jego loki. Nie o boskie są, w tym to chyba akurat przegrywam. Niall nie mógł już nas słuchać. Wysłał naszą dwójkę do piwnicy po ziemniaki na obiad. Leniwie wstałam i ruszyłam za Hazzą. Schodziliśmy na dół po schodach. Weszliśmy do pomieszczenia, w którym było bardzo dużo butelek różnych rodzajów win. No to wiem gdzie przyjść jak będę chciała się upić. Chłopak uklęknął przy worku i zaczął wrzucać do wiaderka warzywa. Czekałam na niego zniecierpliwiona. Ale on się guzdrał. W końcu skończył. Ruszyliśmy w stronę drzwi. Harry szarpnął na klamkę. Spojrzał z zakłopotaniem na mnie. Posłałam mu pytające spojrzenie. On ponownie zaczął szarpać. O nie..
- Harry powiedz mi dlaczego nie możesz otworzyć tych drzwi?
- Wydaje mi się, że drzwi się zatrzasnęły.
- Genialnie! Gdzie masz klucz? Otworzymy się od środka. – Powiedziałam spokojnie.
- Nie wziąłem klucza. Nie wyjdziemy stąd na razie…
- To zadzwoń do chłopaków żeby przyszli nam otworzyć.
- Tutaj nie ma zasięgu.
- Harry zabiję cię. – Warknęłam.
Chłopak zaczął uciekać po całym pomieszczeniu. A ja go olałam i usiadłam na podłodze. Byłam delikatnie mówiąc wkurwiona. Harry usiadł obok mnie i podał i butelkę z winem. Pociągnęłam łyk trunku. Ale to nie zmieniło faktu, że jestem na niego zła. Co to to nie. No bo trzeba być idiotą żeby zostawić klucz w drzwiach i jeszcze zatrzasnąć drzwi. Eh, jak tylko będę miała okazję to się odpłacę. Nie no siedzenie tu, z nim to porażka. Minęła godzina, może trochę dłużej. Zasypiałam na ramieniu tego idioty, lekko się upoiłam tym winem. Coś w drzwiach szczęknęło. Zerwaliśmy się oboje. W drzwiach pojawił się Liam. Podeszłam do niego i go  przytuliłam. Dzięki temu człowiekowi! Wychodzę z tego więzienia. Koniec męki z Haroldem w jednym pomieszczeniu sam na sam. Li zaczął się z nas smiać. Wziął wiaderko z warzywami i skierowaliśmy się na górę. W salonie siedziała kolejna osoba. Był to chłopak. Murzyn. Ile jeszcze ludzi tutaj przyjdzie? Tyle nie wystarcza. Przez chwilę zwątpiłam. Jednak odważnym krokiem ruszyłam w stronę moich znajomych. Wwaliłam się na kolana Alex. Powąchała mnie i zmarszczyła nos. Zayn zauważył, że przyszłam. Przedstawił mi chłopaka. Nazywał się on Mike i był znajomym Malika.
Poszłam z Liamem do kuchni. W ramach rekompensaty postanowiłam pomóc mu robić obiad. Otworzył książkę na przepisie na zapiekankę ziemniaczaną z mięsem mielonym. Pomagałam mu kroić, mieszać i w ogóle. Tylko pomagałam, bo sama gotować nie umiałam. Gdy wszystko było już gotowe wyjęłam talerze. Rozstawiliśmy je w jadalni. Zanieśliśmy surówkę, którą wcześniej przygotowaliśmy oraz zapiekankę. Każdy miał brać tyle ile będzie chciał. Zawołaliśmy wszystkich i usiedliśmy. Oczywiście każdy bez wyjątków zajadali się potrawą, którą przyrządziłam z Liamem. Nie ukrywam, uśmiechało mi się to. W końcu komuś smakowało cos co po części ja zrobiłam. W domu zdarzało mi się przepalać dna garnków, podpalać ścierki. Nigdy nic nie wyszło z mojego obiadu. Jedyne co umiem zrobić bez żadnych szkód to kanapki i herbata. Na obiady zawsze chodziłam do Justina. Jego mama zawsze coś dobrego robiła. Eleanor zwinęła od nas zaraz po obiedzie. Zayn poszedł z Mikiem na górę. Ja z Alex i chłopcami poszłyśmy pośpiewać. Pierwsi poszli Lou i Harry. Wylosowali piosenkę Barbie girl. Zaśpiewali ją przecudnie. Lałam ze śmiechu na kanapie. Nie byłam w stanie sama zaśpiewać. Usiadł koło mnie Harry.
- Przepraszam, że nas dzisiaj zatrzasnąłem w piwnicy.
- Dobra, skończ już. Nic się nie stało. Otworzyli nas i tak w końcu. Lubicie z Louisem tą piosenkę? Śpiewaliście ją tak jakbyście mieli już ustalone co i jak.
- My ją uwielbiamy. Śpiewamy ją tak często jak nadarzy się nam okazja. Jest dla mnie jak brat. Nie wiem co bym bez niego zrobił. Ale odkąd przyjaźni się z Eleanor to ma mniej czasu dla mnie. Są na serio dobrymi przyjaciółmi. A ja jestem sam.
- Haroldzie. Nie zamartwiaj się. Od dzisiaj masz mnie. Ja ci tu twoim nowym przyjacielem. Teraz jak potrzebujesz się komuś wygadać to zapraszam do mnie.
- Jesteś kochana Mel. – Przytulił mnie mocno. Zaczęłam się dusić. Kaszlałam.
- Harry? Mógłbyś troszkę lżej? Dusisz. – Wydyszałam ostatkiem tchu.
- Aa. Taa jasne. Przepraszam. – Szeroko się do mnie uśmiechnął.
- Rozbrajasz mnie tym swoim uśmiechem.
- Dlaczego?
- Bo jest taki szczery, że aż za bardzo. Coś prawie jak w krainie kucyków Pony. Wszystko takie sweetasne, cukierkowe. Ty masz nawet loczki jak pudelek. – Spojrzał się na mnie miną WTF?! Zaśmiałam się głośno i walnęłam go w bok. On również zaczął się śmiać. Ludzie w salonie zaczęli się na nas dziwnie patrzeć, a my tylko się przecież śmialiśmy. I tylko sami z siebie.



Skończyłam go! Nareszcie.. Wiem, ze miał być wczoraj, ale musiałam skończyć też rozdział na drugiego bloga, którego za chwilę kończę. Mam nadzieję, że  wybaczycie mi to drobne opóźnienie. Rozdział wydaje mi się, że wyszedł totalnie do dupy, ale to wy go ocenicie. No i komentujcie, zmotywujcie mnie już na samym początku. 

wtorek, 21 maja 2013

Rozdział 1.


Moje ciało oszalało! Właśnie w tej chwili lądowaliśmy w Londynie. Justin ciągle cieszył mordę. Jak ja go uwielbiam. Nie widziałam go jeszcze nigdy smutnego. A tak w ogóle to lecieliśmy jego prywatnym samolotem. Dzięki temu uniknęliśmy tych wszystkich piszczących fanek. Znaczy się Justin uniknął. My to tam pikuś. Wysiedliśmy i odebraliśmy bagaże. Mój kuzyn ciągle coś podśpiewywał. Nie no iść z nim w ciszy. Nieosiągalne. Budynek lotniska był pełen ludzi. Mój brat założył przyciemniane okulary, a na głowę naciągnął kaptur. Nie żeby cos, ale prawdziwe Beliebers nawet wtedy go poznają. Nie żeby coś. Zaczął iść w kierunku drugiej zakapturzonej postaci. Tamten się uśmiechnął. Nie widziałam jego oczu więc nie wiedziałam kim jest. Podali sobie ręce w geście przywitania. Machnął ręką i wyszliśmy z budynku. Wsiedliśmy do czarnego Land Rovera. Czułam się jak w jakimś filmie sensacyjnym. Dopiero gdy wszystkie drzwi się zamknęły chłopcy zdjęli kaptury i okulary. Kolega Justina okazał się bardzo przyjemnie wyglądającym blondynkiem. Odwrócił się do nas i powiedział.
- Hej, wybaczcie mi, że tak późno się witam. Niall jestem. – Przywitał nas promiennym uśmiechem.
- Melanie. Miło mi cię poznać.
- Alex. Mnie również. – Obie byłyśmy lekko zdenerwowane. Justin nie mówił nam, ze wiezie nas do kolejnych gwiazdek. One Direction.
- Dziewczyny Niall jest moim przyjacielem. Jedziemy do domu chłopaków. Chyba nie muszę wam tłumaczyć o kogo chodzi.
- Na serio im nie powiedziałeś stary? – Zapytał się blondynek na co mój brat pokiwał przecząco głową. – Dobry jesteś. Nawet Lou nam takich numerów nie odpieprza.
- Wszyscy w domu? – Just posłał kolejne pytanie do swojego kolegi.
- Nie, Zayn wyjechał na.. wycieczkę ze znajomym. Ale spokojnie dziewczyny. Poznacie i Malika. – Musiałyśmy wyglądać na wystraszone, bo powiedział do nas. – Nie macie się czego bać. My nie gryziemy. Przynajmniej nie ja. Obawiałbym się Harrego..
- No to nas pocieszyłeś. – Powiedziałam i wybuchłam śmiechem.
- No wiesz. On jest taki trochę niewyżyty. Nie zdziw się, że nasze progi co noc przekracza inna dziewczyna. Loczesław lubi nowe podboje.
- Bosko.. Zawodowy ruchacz. – Odezwała się Alex na co wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Niall prawie wjechał do rowu, ale to szczegół.
- Chyba można go tak nazwać. – Powiedział Just ledwo powstrzymując się od kolejnego wybuchu śmiechu.
- Poza tym mam dla was kilka wskazówek jak przeżyć w naszym domu. Trzymajcie telefony blisko siebie. Louis uwielbia je zabierać. Nie używajcie przy Zaynie lusterek. Wyrwie wam je i zakopie w swoim pokoju. Radzę nie fikać do Liama. To jest nasz Daddy Directioner. O Harrym wiecie.. A i ja. Lubię sobie troszkę podjeść. Ale to chyba nie jest dla was problem?
- Nie, skąd. Alex też lubi podjadać. – Walnęłam przyjaciółkę w ramię.
- No co? Moja wina, że mam dobrą przemianę materii? – Powiedziała do mnie.
- Niee. Ależ oczywiście, że nie.
- Nie chcę wam przerywać kłótni dziewczyny, ale właśnie dojechaliśmy. – Odezwał się do nas blondynek.
Justin wyskoczył z auta ciesząc mordę jakby za chwilę miał zobaczyć Sel. Niall pomógł nam wyjąć walizki. Oczywiście pan szarmancki nie pozwolił nam ich wsiąść. Jedną z nich wziął mój brat, a drugą blondynek. Otworzył przed nami drzwi wielkiej willi. No a czego innego się mogłam spodziewać? Od razu na wejściu usłyszałam jakieś krzyki. Dochodziły gdzieś z góry. Troszkę z leksza się przestraszyłam. Czy Justin powiedział, że to będą najlepsze wakacje mojego życia? Niall wywrócił oczami i schodami pobiegł na górę. Teraz słyszałam tylko krzyk blondyna. Nie rozróżniałam wyrazów. Chwilę później wszystko ucichło. Dało się tylko słyszeć tupot stóp. Przed nami pojawiła się czwórka chłopców, włącznie z Niallem. Uśmiechnęli się jak jacyś idioci. Nie no pierwszego wrażenia to oni za dobrego nie zrobili. Blondynek stanął koło nas i powiedział.
- Dziewczyny chciałbym wam przedstawić chłopców. Liam, Lou i Harry. – Kolejno ich wskazał. – Chłopcy to Melanie i Alex. No i mam do was kolejną sprawę. Ci geniusze zarwali łóżko w pokoju, w którym miałyście spać i mamy problem z łóżkami. Zayn wraca dzisiaj w nocy, ale pewnie nie będzie sam. Liam nie chce z wami spać, bo boi się, że Danielle zrobi mu pogadankę. Więc macie do wyboru w zasadzie dwa pokoje. Lou i Harry zgodzili się was przygarnąć. – Zrobiłam znając życie minę typu WTF?! Lokowany i w paski się uśmiechnęli.
- Idę do Louisa! – Krzyknęłam jak oparzona. Pamiętałam co Niall mówił o Harrym w samochodzie.
- Przygarnę do siebie tą słodka niewiastę! – Chłopak objął mnie ramieniem i szeroko się uśmiechnął.
- Czyli ja mam iść do Harolda? – Zapytała przestraszona Alex. – A ty z kim spisz Niall?
- Ja jak zwykle przygarniam Jusa. Jutro jedzie, a chcę z nim spędzić troszkę czasu. – Szybko odpowiedział blondynek.
- Nie martw się ja nie gryzę. Chyba. Przynajmniej takie mam wrażenie. – Gadał jak najęty Loczek. Co ciekawe słyszałam co innego od Nialla. Wybuchłam śmiechem. – Co ty Nialler już im nagadałeś?
- Ja? Nic. Źle mnie osądzasz mój kochany. – Powiedział mu w twarz blondynek.
- Heloł? Zaprowadzi nas ktoś do pokoi? – Wyskoczyła Alex.
- Ta, jasne. Chłopcy zachowujcie się już. – Liam uspokoił chłopaków.
Poszłam za chłopakiem, który ubraną miał bluzkę w paski. Louis. Przed pewnymi drzwiami spojrzał się na mnie zawstydzonym wzrokiem. WTF?! Powoli nacisnął klamkę i otworzył przede mną wrota swej komnaty. Uniosłam wzrok do góry i weszłam do środka. Moja noga się w coś zaplątała i runęłam do przodu. Powiedzmy, że zaliczyłam bliskie spotkanie z podłogą. Teraz mój wzrok był na jej poziomi i już zdążył się przestraszyć. Tu było gorzej niż w moim składziku na miotły. Wszędzie walały się ubrania, paczki po ciastkach, chipsach. Miałam ochotę krzyknąć. Nawet nie wiedziałam jakiego koloru jest podłoga! Pod łóżkiem leżał plastikowy gołąb. Matko.. może mogłam jednak iść do niewyżytego Harrego. Podparłam się na ramionach i wstałam. Stanęłam przed przestraszonym niebieskookim. Wzięłam kilka głębokich wdechów. W końcu powiedziałam do niego.
- Nie wrócę tu dopóki nie posprzątasz tego burdelu. – On tylko pokiwał głową.
Wyszłam ze świątyni bałaganu pana Tomlinsona i skierowałam się do kuchni. Musiałam wyglądać na bardzo wkurzoną. Gdy weszłam do pomieszczenia wszystkie oczy zwróciły się na mnie. Justin zakrywał usta powstrzymując się od śmiechu. Reszta chłopców się śmiała. Poważna siedziała tylko Alex. Odsunęłam głośno krzesło i na nie usiadłam. Moja przyjaciółka nadal spoglądała na mnie zdziwionym wzrokiem. Zapytała się mnie.
- Co się stało Mel?
- Melanie właśnie zwiedziła pokój Louisa. – Powiedział Harry ciągle się śmiejąc.
- A co w nim jest takiego złego? – Moja przyjaciółka zadała pytanie.
- Wiesz, Lou jest strasznym bałaganiarzem. Jego pokój można porównać do wysypiska śmieci. – Wytłumaczył Nialler. – A czemu nie przyszedł z tobą? – To pytanie skierował do mnie.
- Bo powiedziałam mu, że dopóki tego nie posprząta to tam nie wrócę. – Odpowiedziałam chłodno. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Louis sprząta! Trzeba to zapisać w kalendarzu! – Wydarł się Justin.
- Aż tak rzadko to robi czy boicie się mu dać odkurzacz? – Zadałam pytanie.
- Nie boimy, ale raz na rok nic nie zaszkodzi. – Podsumował Zayn. – I szykujcie główki dziewczynki. Dzisiaj robimy imprezkę zapoznawczą.
Przeraziłam się i pokręciłam głową. Wbrew pozorom. Justin miał dość miłych znajomych. Znałam ich tylko z okładek gazet, teledysków. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym jacy są naprawdę. No i właśnie miałam dwa miesiące na przekonanie się o tym. Spoko, na pewno starczą. Zayn wyjmował z szafki litry alkoholu i kieliszki. Postanowiłam pójść na górę sprawdzić jak radzi sobie Louis. Uchyliłam lekko drzwi. O dziwo pewna część pokoju lśniła czystością. Jednak nic nie słyszałam. Otworzyłam szeroko drzwi. Pasiasty spał z rękawiczkami na rękach. Jego wielkie ciało leżało na łóżku. Uśmiechnęłam się pod nosem. Podeszłam do niego i zaczęłam go szturchać. Nie mogłam mu odpuścić tej imprezy. Chciałam poznać prawdziwego Louisa. Zaczął mruczeć pod nosem. Szturchnęłam go mocniej. Nic nie dało. Wydarła się do niego.
- Louis wstawaj! Wódka stygnie! – Otworzył szeroko oczy. Uśmiechnęłam się do niego.
- Już idę, czekajcie na mnie. – Powiedział zaspanym głosem.
Zbiegłam tanecznym krokiem po schodach. Byłam z siebie dumna. Wszyscy oprócz mnie i Lou siedzieli już w salonie. Na stole stały cztery butelki wódki. Czy ich pogięło? Mamy tyle wypić? Usiadłam pomiędzy Alex, a Niallem. Po kilku minutach przyszedł do nas Lou. Stwierdziliśmy, że każdy zdradza jakiś fakt o sobie i wypija kielicha. Robiłam już tak kiedyś z Justinem i Alex. Spokojnie. Zaczynał Harry. Wziął kieliszek do ręki. Do płuc nabrał dużo powietrza. Wypuścił je. Zaśmiał się. Czy on w końcu zacznie gadać?! No nareszcie.
- Nigdy nie miałem dziewczyny dłużej niż tydzień. – Łyknął kielicha. Teraz pora na Zayna.
- Nie szukam dziewczyny, ale jestem wolny. – Szkoda, szkoda. Żartuję oczywiście, żeby nie było.
- Nie jestem prawiczkiem. – No to nas zaskoczyłeś Just..
- A ja nie miałem jeszcze nigdy dziewczyny. – Powiedział zakłopotany Niall. Poklepałam go po ramieniu.
- Nie jestem dziewicą. – Powiedziałam i łyknęłam alkohol. Ciepło rozeszło się po moim przełyku.
- Byłam dziewczyna Justina. – Nie no tego to chłopaki na pewno nie wiedzieli Alex..
- Mam dziewczynę, ale to skomplikowane. – Nie no Louis naprawdę?
- Zakochałem się w starszej kobiecie. – No to wpadłeś chłopie. Troszkę mi cię szkoda Liam..
Na początku było sztywno. Potem się wszystko rozkręciło. Na przykład wiedziałam, że Harry zawsze w portfelu ma awaryjną gumkę. I z tego co mówił to najwięcej sobie posuwa. Po dwóch godzinach rozwaliliśmy wszystkie butelki. Alex obściskiwała się z Justem, a ja siedziałam nad basenem mocząc nogi. Może to dziwne, ale czy jednorożce oddychają pod wodą? Bo wydaje mi się, że jeden właśnie tam sobie pływa. Z salonu dochodziły szalone krzyki. Nie no nie ma to jak śpiewać o.. nie wiem której.. Ale grunt to to, że jest już późno. Zaczęłam nucić Christinę Aguilerę. Coś mi nie wychodziło. Postanowiłam pójść do reszty do salonu. To też mi nie wychodziło. Czołgałam się do drzwi prowadzących do domu. No tak, głowy to ja nigdy nie miałam za mocnej. Moja przyjaciółka siedziała na kolanach mojego brata już bez bluzki. Podeszłam do nich. No sorry nie powinni tak! Walnęłam ją w ramię. Ona się od niego odkleiła i spojrzała na mnie. Krzyknęłam do nich.
-No wiecie co?! Może nie tak przy ludziach! Ja na przykład nie mam ochoty patrzeć na tą orgię!
Spojrzeli się na mnie zdziwieni i zaczęli jakimś dziwnym krokiem iść na górę. Ja dołączyłam do chłopców. Właśnie tańczyliśmy do jakiejś piosenki. Wlazłam na stół i zdjęłam bluzkę. Rzuciłam ją gdzieś daleko. Odwalałam jakiś taniec. Nie nazwę wam go, bo sama nie wiem co to było. Harry chciał wskoczyć na barana Louisowi, ale mu się nie udało. Ilekroć podskakiwał to lądował na tyłku. Może ni było to aż takie zabawne po dziesiątym razie, ale mnie ciągle śmieszyło. Leżałam z bolącym brzuchem na podłodze. Zaraz do mnie dołączył Zayn i Niall. Potem ktoś, najprawdopodobniej Lou wymyślił, że pośpiewamy karaoke. Nawet im to dzisiaj nie wychodziło. Poszłam na chwilę do kuchni. W oknach sąsiednich domów paliły się światła. Czyli nie było znowu aż tak późno. Nie wszyscy jeszcze śpią. Znaczna większość nie śpi. Młoda godzina. Tak stwierdziłam. Loczek zaczął udawać Justina. Skakał po całym pokoju i śpiewał Baby. Na chwilę opadliśmy na kanapę aby odpocząć. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Każdy strasznie chciał otworzyć. Zaczęliśmy biec w stronę drzwi potykając się o własne nogi. W końcu otworzył je Niall, a za nim staliśmy my. Naszym oczom ukazał się pan policjant. Ups.. odezwał się do nas.
- Dostaliśmy skargę od sąsiadów o zakłócanie ciszy nocnej.
- Spokojnie, my się już uciszymy. – Wybełkotał blondynek.
- Widzę, że impreza z alkoholem. No to poproszę dowodziki. Nie wszyscy wyglądają na dorosłych. - I tu spojrzał na mnie.
Pobiegłam na górę. Wleciałam do byle jakiego pokoju i akurat znalazłam to czego szukałam. Justina i Alex. Oderwałam ich od siebie i zaczęłam się drzeć, że potrzebujemy dokumentów. Byli bez ubrań. Tylko w bieliźnie. Mój brat zszedł z pliczkiem naszych dokumentów na dół. funkcjonariusz patrzył się na nas jakby był w wariatkowie. No tak, ja stałam bez bluzki, Jus w samych bokserkach, a Alex w bieliźnie. Styles miał na twarzy siniaka. I ja się pytam skąd? Pan w mundurze jak najszybciej sprawdził nasze dokumenty. Poprosił o cisze i wyszedł w przestrachu. Zaśmialiśmy się jednocześnie. Louis się odezwał.
- Zabieram swoją żonę do łóżka. Dzieci spać! Zaczyna się pora tylko dla dorosłych! – Objął mnie w pasie. Doskonale wiedziałam, ze to tylko żarty.
- Tatuś dobrze mówi. A wy. – Wskazałam na Jusa i Alex. – Śpicie dzisiaj osobno. Nie chcę słyszeć żadnych orgii w nocy! Bo jak nie to wpierdol!
- Dobrze mamusiu. – Powiedział mój brat ledwo powstrzymując się od śmiechu.
- Jak jeszcze raz przez te swoje orgie ściągniecie psy na nasz dom to już nie będę taka milutka! – Krzyknęłam i pociągnęłam Louisa na górę. Puściliśmy się i wybuchliśmy śmiechem. Tak właśnie poznałam całe One Direction.. A to dopiero początek mojej historii.



Udało mi się go na dzisiaj skończyć! Jupi! I tak mam małe opóźnienie, ale spowodowane to jest tym, że mam na głowie dużo popraw. Wybaczcie mi to. Zaczęłam od dość krótkiego rozdziału. Tylko 2000 słów. Miało być o cały 1000 więcej, ale stwierdziłam, że skoro i tak mam już opóźnienie to wypuszczę taki. Proszę was o jedno. Wyraźcie mi swoją opinię w komentarzach. Widzicie już jakieś pary? ja na waszym miejscu nie byłabym jeszcze aż taka pewna.. Historia lubi zaskakiwać :D Następny już zaczynam pisać i postaram się wrzucić w sobotę lub niedzielę, jak i na drugim blogu. 

sobota, 23 marca 2013

Prolog.



Siedziałam z Alex i z Justem w salonie jego mamy. Śmialiśmy się na całego. Zaczęły się wakacje, a ja jeszcze nie zaczęłam nimi żyć. Mój kuzyn miał dla mnie i mojej przyjaciółki jakąś niesamowitą niespodziankę. Ta, o ile mi dobrze wiadomo to zaraz zaczyna trasę. Więc sobie nie poszalejemy. Chłopak ciągle pisał SMS’y z Sel. Szkoda, że ja nie mam nikogo takiego z kim mogłabym pogadać. Nagle zaczął mi machać ręką przed oczyma.
- Ziemia do Mel! Kobieto wiesz, właśnie dostałem potwierdzenie co do waszej niespodzianki. Musicie się spakować na całe dwa miesiące.
- Ej, Just nie powaliło cię? Przecież nie będziemy za tobą jeździły jak jakieś idiotki. – Odezwała się moja przyjaciółka.
- No wiem. Dlatego zorganizowałem wam coś mega! Już ugadałem się z waszymi rodzicami. Zgodzili się i mają zakaz mówienia wam czegokolwiek, także nawet nie myślcie o tym, bo wam nie powiedzą. – Cholera, mój plan legł w gruzach.
- Powiesz nam chociaż gdzie jedziemy? – Zapytałam.
- Dowiecie się na lotnisku. Obiecuje wam, że to będą jedne z najlepszych wakacji waszego życia.
- Bo bez ciebie? Wybacz braciszku, ale się na to nie piszę.
- Nawet słowo Londyn cię nie kusi?
- Było tak od razu. Alex leć się pakuj! Justin wysyła nas na wakacje!
W podskokach pognałam do swojego domu. Był on tuż obok więc problemów nie miałam. Zapytacie się dlaczego tak optymistycznie zareagowałam na słowo Londyn. Kiedyś byłam tam z tatą i zakochałam się w tym mieście. Mój tata nie żyje. Zginął w wypadku samochodowym. Dla mnie jak ojciec zawsze był Justin mimo, że jesteśmy w jednym wieku. Mama kupiła dom niedaleko cioci abym nie była sama. Tu poznałam Alex, która jest również w naszym wieku. Wtedy była dziewczyną Jusa. Od razu się polubiłyśmy. Oni rozstali się gdy ten poznał Selenę. Było to dość głupie spotkanie. W zasadzie impreza po jednym z rozdań nagród. Ten zakochał się w niej bez pamięci. Ona jest na serio słodką dziewczyną. Alex bolał jednak cały fakt zerwania. Nie odzywała się do mojego brata przez cały miesiąc. Ale teraz wszystko jest okej. Przynajmniej tak mi się wydaje. Justin chroni i mnie i moją przyjaciółkę przed prasą. Nie chce abyśmy zaczęły być rozpoznawalne na ulicy. Zawsze pilnował tego abyśmy miały normalne życie. Stara się nam zapewnić to czego on nie ma. Bo trudne jest bycie gwiazdą, bycie kimś rozpoznawalnym. Jednak po części ja siedzę w tym świecie. Muszę się ukrywać. Nie mogę się normalnie pokazać z bratem. Ani moje, ani jego życie już nigdy nie będzie takie jak kiedyś.

Nie miałam pojęcia, ze moje życie po wakacjach aż tak się zmieni. Poznałam tylu nowych ludzi. Na jednych się zawiodłam, a w innych odnalazłam oparcie. Justin teraz pomógł mi się w tym wszystkim ogarnąć. Nie ma to jak mieć oparcie w bracie. Muszę też uważać, bo to jego wizerunek mogę nadszarpnąć. Tęsknię za byciem normalną. I teraz już wiem co Just miał na myśli mówiąc normalność. Nigdy jej nie doceniałam. Gdybym mogła cofnąć czas. Zrobiłabym to? Nie. Nie poznałabym smaku prawdziwej miłości. Nadal szukałabym tego jedynego. Ale teraz, on jest tam, daleko. Wiem, że był tym który nauczył mnie kochać. Nauczył mnie jak być człowiekiem. Dzięki niemu zaznałam normalności, ale ją straciłam. W życiu ważne są momenty. Bo wystarczy moment aby zmieniło się całe twoje życie. Wystarczy moment, aby zostać zranionym. Wystarczy moment, aby przejechać się na człowieku. Wystarczy moment, aby zobaczyć, że on to ten jedyny, i że właśnie go straciłaś. Moment wydaje się drobną jednostką. Gdy zbierze się ich jednak dużo zauważamy, że nasze życie składa się z samych momentów. Bo moment to robienie jajecznicy, ubieranie skarpetek, ale też i bardziej skomplikowane uczucia. 


--------------------------------------------
Od razu informuję was, że rozdziały będą dodawane co tydzień. Pierwszy planuję w sobotę, choć nie wiem jak będzie, bo internet mi ostatnio szwankuje. 

No i tak po krótce postacie. Później dodam ich streszczenie. 



Melanie (19l.)




Alex (19l.)




One Direction ( Lou 21l. , Liam 20l. , Niall 20l. , Harry 19l. , Zayn 20l. )




Justin Bieber (19l.)