piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział 6 cz. 2

Więc na wstępie mam dla Was kilka słów do powiedzenia. Po pierwsze wybaczcie, ze rozdział taki krótki, ale chciałam Wam coś wstawić zanim wyjadę. Wybaczcie mi również, że jest taki słaby, ale musi taki być :D Po drugie nie będzie mnie w domu dwa tygodnie, więc nie będę w stanie nic wstawić, nie napisałam nic w zapasie, bo zwyczajnie nie miałam czasu. Więc najwcześniej rozdziału możecie spodziewać się 8 lutego, ale nic nie obiecuję, bo będę wówczas po długiej podróży. A więc tak, przepraszam za to bardzo i życzę miłego czytania :) 

#Melanie
Koncert był nieziemski! Skakałam i krzyczałam w strefie vip jak jakaś debilka, napalona fanka. Była tylko jedna niepokojąca mnie rzecz. Pomiędzy chłopakami, a Harrym był jakiś dystans, szczególnie pomiędzy nim a Louisem. Musze później wypytać się go o co chodzi. Po koncercie poszłam za kulisy i czekałam aż chłopaki skończą sobie robić zdjęcia z fanami. Justin dawno pojechał do domu, bo źle się poczuł, a tak serio wolał siedzieć z Seleną, która zachorowała po tej ich całej imprezie w Las Vegas. Lou co jakiś czas na mnie spoglądał i puszczał mi oczka, buziaki i takie tam. Ja z nudów poszłam pogadać z Louise, która sprzątała w swoim królestwie.
- Harry trochę dziwnie się dzisiaj zachowywał. – Stwierdziła już na wejściu.
- Czyli mi się nie wydawało. – Powiedziałam lekko przestraszona.
- Na początku zgarnął Louisa i Harrego szef Modestu. Lou wrócił wcześniej i opowiedział nam o wszystkim, że ma zakaz interakcji z Harrym na scenie. Jest tym trochę przybity także nie denerwuj się na niego, że ma gorszy humor. – Wysłała w moją stronę pocieszający uśmiech. – A później przyszedł Hazza, ale taki odmieniony. Zażyczył sobie zmiany fryzury, nie miałam nic do gadania, zrobiłam to o co mnie prosił. Nagle stał się taki oziębły dla wszystkich, Mel kocham ich jak rodzinę i nie lubię gdy jest między nimi taka atmosfera.
- Pogadam dzisiaj z Louisem Lou, obiecuję. – Przytuliłam lekko rozbitą kobietę, a ona jak dziecko zaczęła mi płakać w ramię.
Chwilę później przyszedł po mnie Louis, objął mnie w talii i próbował pocieszyć ze mną swoją stylistkę. Niestety nic z tego nie wyszło, bo i on nie wiedział dlaczego Harry tak nagle się zmienił. Lou wyszła z pomieszczenia, przeprosiła nas i już jej dzisiaj nie zobaczyliśmy. Razem z moim chłopakiem, jak to dziwnie brzmi, poszliśmy do busa, który na nas czekał. Liam zaczał się drzeć, że za wolno się ruszamy i takie tam duperele na co ja oczywiście jak zwykle nie reagowałam, no bo po co. Pokrzyczy i skończy. Hazza usiadł z przodu obok kierowcy, a ja z resztą chłopaków z tyłu. Niall, Zayn i Liam usiedli z jednej strony pozwalając mi i Lou zająć samym miejsce. Wtuliłam się w tors chłopaka i zaczęłam jeździć po nim paznokciami. On nakręcał na swoje palce moje włosy, odpoczywaliśmy po długim męczącym dniu. Lekko już przysypiałam, zaczynałam odpływać w krainę Morfeusza.
- Louis, nie chcę się ujawniać. – Wyszeptałam ostatkami sił.
- Dobrze kochanie. – Powiedział i pocałował mnie w czubek głowy.
- Uda nam się skarbie, uda.. – Ziewnęłam i zasnęłam.

#następnego dnia
- Kochanie wstawaj, za dwie godziny mamy samolot. – Usłyszałam przy uchu melodyjny głos Louisa.
- Jeszcze chwila… Dzisiaj nie zostawiłeś mnie w nocy? – Wymruczałam do niego.
- Nie, spałem z tobą. Justina nie było w domu, Selena złapała jakieś gówno, a on się zaraził i chorują razem u niej. – Chłopak objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie.
- Musimy się zbierać no nie? – Zapytałam lekko zdegustowana tym faktem. – Głodna jestem Boo.
- Zrobiłem ci tosty na śniadanie. – Pocałował mnie w czubek głowy.
- Kochany jesteś. – Uśmiechnęłam się. – Tylko się ubiorę i idę jeść. Poprowadzisz dzisiaj samochód, bo ja się nie wyspałam?
- Jasne. Raptem droga tylko do lotniska. Idę na dół zrobić ci kawę.
Wyślizgnął się spode mnie i później słyszałam tylko jego kroki. Otworzyłam szeroko oczy i wstałam. Od wczoraj miałam na sobie ubrania, w których byłam na koncercie. Od razu poszłam do łazienki wziąć prysznic i umyć włosy. Zimna woda zaczęła obmywać moje nagie ciało, czułam odprężenie. Lubiłam zimne prysznice, zawsze budziły mnie do życia. Wyszłam na ręcznik i w lustrze zaczęłam podziwiać swoje ciało, nie mogłam nazwać tego podziwianiem. W pewnych miejscach miałam za dużo ciała, ale było tak zawsze. Założyłam na siebie czarną bieliznę, którą przyniosłam sobie wraz z ubraniami. Założyłam ubrania i na boso zbiegłam na dół do kuchni aby zjeść śniadanie. Musiało być dość wcześnie, bo na dworze było trochę ciemnawo, chłopaki jeszcze widocznie spali. Zaczęliśmy jeść śniadanie przy okazji się wygłupiając. Dochodziła godzina ósma. Co oni tak długo śpią?! Lou uspokoił mnie, że po koncertach zawsze sypiają do czternastej, piętnastej. Zostawiliśmy im liścik, w którym się pożegnaliśmy i około dziewiątej wyszliśmy z domu.
Na lotnisku niestety zostaliśmy otoczeni paparazzi, nie okazywaliśmy sobie uczuć idąc spokojnie do samolotu. Delikatnie oślepiały mnie błyski fleszy, zaczynało mi się kręcić w głowie. Delikatnie się zachwiałam. Lou spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem, wysłałam mu tylko szeroki uśmiech, który potwierdzał, że wszystko jest okej. Kolejny błysk, po raz kolejny się zachwiałam. Teraz nawet ochroniarze się delikatnie zaniepokoili. Stanęłam kilka metrów od samolotu aby chwile odetchnąć. Po chwili poczułam tylko zimny beton, byłam pewna, że ktoś złapał ten moment na zdjęciu. Byłam na wpół przytomna, słyszałam, że ktoś do mnie podbiega i zaczyna mnie cucić. Czułam czyjąś dłoń na swoim policzku.
Obudziłam się na pokładzie samolotu Justina, już lecieliśmy? Chciałam wstać, ale obejmowały mnie mocno czyjeś ramiona, no tak Louis. Musiał być przerażony tą sytuacją, bo właśnie chyba niedawno zemdlałam. Zaczęłam lekko się kręcić, chłopak delikatnie się podniósł i zaczął wpatrywać się w moje oczy, w jego widziałam, że był przestraszony, zaniepokojony, zatroskany. Dłonią dotknęłam jego policzka i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. Lekko się uśmiechnął po czym uniósł mnie i posadził na swoich kolanach.
- Co się stało Lou? – Zapytałam. – Lecimy już?
- Zemdlałaś Mel, był na lotnisku lekarz i powiedział, że to tylko osłabienie. Nie chciałem cię przewozić do domu więc położyłem cię w samolocie. I nie, nie lecimy jeszcze głuptasie, czekamy aż wydobrzejesz. – Przyciągnął mnie delikatnie do siebie. – Mówiłem ci w domu, ze za mało zjadłaś.
- Przepraszam, ze cię wystraszyłam. Nie stało mi się nic? Żadnej rany?
- Nie, zamortyzowałaś swój upadek, w ostatniej chwili podparłaś się rękoma i delikatnie położyłaś się na ziemi. – Pocałował mnie w czubek głowy. – Odpoczywaj. Może polecimy po Alex kiedy indziej?
- Nie, musimy to zrobić dzisiaj, obiecałam jej. – Powiedziałam twardo. – Daj mi chwilę, ogarnę się.
W końcu wyszło na to, ze Louis spanikował, ze mi się coś stanie i znowu wezwał lekarza. Ten mnie zbadał, uznał, że wszystko okej i pozwolił mi lecieć. W trasę wyruszyliśmy o godzinie dwunastej. Przez cały czas zajmował się mną jakbym była porcelanowym słoniem. Delikatnie mnie to irytowało przez co pokłóciliśmy się raz. Poszłam wtedy do pomieszczenia obok i zaczęłam gapić się przez okno. Byłam samodzielną osobą, nie lubiłam gdy ktoś był zbyt nadopiekuńczy względem mnie. Skończyło się na tym, że przyszedł godzinę później żeby mnie przeprosić za wszystko.
Na miejsce dolecieliśmy dość późno. Mama nie była w stanie po nas wyjechać więc wzięliśmy taksówkę. Miło było znów patrzeć na otaczające mnie tu rzeczy, miejsca, znajome mury. Louis zasypiał na moim ramieniu, nie dziwię mu się był po tak intensywnym koncercie, a na dodatek stresującym dniu. Obudziłam go przed moim żółtym domem. Lekko zaspany wysiadł z samochodu uprzednio płacąc kierowcy za przejazd. Wyciągnął z bagażnika nasze walizki i zaczął razem ze mną wchodzić do domu. Podbiegła do nas kobieta wzrostu mama i od razu padłyśmy sobie w ramiona. Zaczęłyśmy śmiać się głośno, podskakiwać. Wtedy mama zauważyła Lou. Stanęłam obok, objęłam go w pasie i zaczęłam mówić.
- Mamo to jest mój Louis. – Szeroko się uśmiechnęłam.
- Miło mi Lou. – Mama podała mu dłoń i szeroko się uśmiechnęła. – Dina, mama Melanie.
- Mnie również miło pani Johnson. – Powiedział do mamy.
- Oj przestań! – Zaśmiała się perliście. – Dina mi mów! Nie postarzaj mnie! Na jak długo zostajecie? – Zapytała się mnie.
- Mamo pojutrze musimy jechać, bo Louis ma koncerty. – Odpowiedziałam jej.
- Pościeliłam wam na górze łóżko. Dobranoc dzieci. – Pocałowała i mnie i Louisa w policzek i zaczęła iść na górę.
- Mamo! – Krzyknęłam. Odwróciła się do mnie. – Mogę twojego laptopa? – Zapytałam cicho.
- Jasne, postawię ci go na biurku w waszym pokoju. Jeszcze raz dobranoc.
Złapałam Lou za rękę i pociągnęłam go do pokoju, w którym pościeliła nam mama. Chłopak wrócił się na dół po walizki, bo nie dał by ich rady tutaj przynieść. Ze swojej wyciągnęłam piżamę, kosmetyki i poszłam do łazienki. Oparłam się o zimne kafelki i zaczęłam głośno oddychać, powoli robiło mi się słabo. Przepłukałam swoją twarz zimną woda przez co rozmazałam makijaż, ale to nic nie dawało. Powoli usiadłam na podłodze i zaczęłam wpatrywać się w sufit. Złe samopoczucie nie ustępowało, poczułam nagłą falę mdłości. Momentalnie dopadłam muszli klozetowej i objęłam ją jakbym była po niezłym melanżu, a przecież nic wczoraj nie piłam. Na pewno jest na to jakieś sensowne wyjaśnienie, jestem tego pewna. Od mojego „przyjaciela” odeszłam dopiero po około dziesięciu minutach. Od razu rozebrałam się i weszłam pod prysznic, potrzebowałam zimnego prysznicu. Woda zaczęła obmywać moje ciało, było to kojące uczucie. Zmyłam z twarzy makijaż i umyłam zęby. Tej ostatniej czynności potrzebowałam najbardziej, zdecydowanie. Rozczesałam swoje włosy i wyszłam z łazienki. Louis uważnie mi się przyglądał, był czymś zaniepokojony. Podszedł do mnie, objął w pasie i złożył na moich ustach namiętny pocałunek, który oddałam z wzajemnością. Odchyliłam się delikatnie żeby móc coś do niego powiedzieć i odgarnęłam z czoła opadająca na jego oczy grzywkę.
- Idź się ogarnij, będę czekać.
Uśmiechnął się do mnie delikatnie i wszedł do pomieszczenia, z którego ja przed chwilą wyszłam. Gdy upewniłam się, że zamknął drzwi na kluczyk dopadłam laptopa mamy. Zalogowałam się na twittera i tweetnęłam, że jestem w domu i wszystko ze mną ok. Skłamałam. Wcale nie czułam się dobrze, byłam głodna, ale bałam się cokolwiek zjeść. Odkąd włączyłam laptopa moim celem był jakikolwiek portal plotkarski, nareszcie go włączyłam. Zaczęłam zjeżdżać w dół szukając tej jednej istotnej, nie musiałam długo szukać. Moje oczy zaszły łzami, przecież to było wiadome, ze tak wszystko się potoczy, że ludzie będą się domyślać co jest pomiędzy nami. Zaczęłam czytać artykuł.

Melanie Johnson w ciąży?! (MELANIE I LOUIS TO PARA?)
Tak, wiemy zaskakujący nagłówek, ale jak na razie wszystko na to wskazuje. Dzisiaj dziewczyna wraz z Louisem Tomlinsonem udała się na lotnisku w celu wylotu dokądś (w najbliższym czasie ich zlokalizujemy). Ale nie to jest aktualnie głównym powodem plotek, Melanie zemdlała na płycie lotniska! Brak nam zdjęć zrobionych przez paparazzi, ale fani nadesłali nam kilka fotek, które znajdziecie niżej. Louis szybko otoczył ją należytą opieką, zaniósł na pokład prywatnego samolotu i czekał wraz z nią na lekarza. Ten zjawił się po około pół godziny. Czyżby dziewczyna była w ciąży? Jeśli tak to jest już pewne, ze ona i Tomlinson są razem! Czyż nie byliby z nich słodcy rodzice?

Moje dłonie zaczęły się trząść, a w oczach zbierało się coraz więcej łez. Objęłam się ramionami i zaczęłam cicho łkać. Nawet nie zauważyłam jak w pokoju zjawił się Louis i zamknął laptopa i objął mnie swoimi ramionami. Zaczęłam płakać mu w koszulkę, chwytając się mocna jej materiału. Zaczął powoli się ze mną kołysać, próbując mnie uspokoić. Nie dochodziła do mnie myśl, że mogłabym być w ciąży, absolutnie. Nawet nie zauważyłam jak posadził mnie sobie na kolanach i zaczął gładzić mnie po włosach. Zaczynałam powoli się wyciszać, słabiej już trzymałam koszulkę Lou i wpatrywałam się w jego niebieskie tęczówki.
- Melanie, czy ty.. jesteś w ciąży? – Zapytał się mnie lekko przerażony.
- Nie Lou, na pewno nie jestem. – Wcale nie miałam tej pewności, mój głos lekko łamał się gdy to mówiłam. – Co byśmy zrobili gdybym… była w ciąży? – Zapytałam się go bojąc się odpowiedzi.
- Jakoś dalibyśmy radę. – Odpowiedział spokojnie. – Nie mielibyśmy innego wyjścia. Przeprowadziłabyś się do Londynu, albo ja do LA, wzięlibyśmy ślub i żyli jakoś tam. Prawdopodobnie odszedłbym z zespołu żeby móc poświęcić wam więcej czasu i wiedlibyśmy normalne rodzinne życie.
- I mówisz mi tak po kilku dniach jak jesteśmy razem? – Zapytałam się go i zaczęłam się śmiać, postęp.
- Ale kocham cię znacznie dłużej Mel. A tu nie chodzi o długość związku tylko uczucie. – Mówił gładząc mnie po plecach.
- Zapytam cię o to za pół roku, a teraz idziemy spać.
Położyłam się w łóżku a Louis zaraz obok mnie, objął mnie swoim silnym ramieniem jakby bał się, ze w nocy może stać mi się cos złego. Wtuliłam się w jego tors i zaczęłam zasypiać myśląc o tym co niedawno przeczytałam. Mdłości, omdlenie… Wszystko się zgadza, ale przecież to wcale nie jest pewne, że to ciąża.

Śniłam nie o czym innym jak o dzieciach. Biegały ich całe gromadki, byłam chyba na placu zabaw. Nagle podbiegła do mnie dziewczynka o niebieskich oczach Louisa i moich brązowych włosach. Nazywała mnie mamusią, przerażał mnie ten fakt ale rozmawiałam z nią o czymś. Nagle podszedł do niej Louis w niebieskiej koszuli i jeansach, uniósł do góry i zaczął kręcić wokół siebie. Wyglądało na to, że jesteśmy rodziną. Szliśmy i się śmialiśmy, było nawet, że przyjemnie. Resztę nocy śniłam o naszym życiu. 

sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział 5 cz 2

Jedyne co wam powiem przed tym rozdziałem to... Troszkę namieszajmy .. W komentarzach piszcie, co Was najbardziej zaskoczyło. Pozdrawiam. xx

Wczoraj poszłam spać zdecydowanie wcześniej niż chłopacy. Przeciągnęłam się leniwie na łóżku, byłam sama. Otworzyłam zdziwione oczy, nigdzie nie było Louisa, nawet na podłodze. Ej no gdzie on się podziewa? A może to wszystko to był tylko głupi sen, który właśnie się skończył? Nie! Założyłam kapcie i sparaliżowana tym wszystkim zbiegłam na dół. W kuchni siedział Harry z Justinem. Spojrzeli się na mnie dziwnie, pewnie wyglądałam jakbym się czymś przejęła i to bardzo.
- Gdzie Louis? – Zapytałam cichym, wstydliwym głosem.
- Jeszcze śpi. – Powiedział Harry z szerokim uśmiechem, co on tak cieszy tą mordę?
- Styles zaraz cię walnę. – Chciałam go uderzyć w ten głupi łeb, ale mój brat złapał mnie za rękę, zatrzymując mnie jednocześnie przed czynem, którego chciałam dokonać. – Justin!
- Nie będzie przemocy w tym domu. – Posłał mi karcące spojrzenie.
- Jadę jutro po Alex. – Powiedziałam jednocześnie podchodząc do lodówki i wyciągając karton mleka.
- Pojadę z tobą, nie będziesz sama przemierzała takiej odległości. – Zaoferował się braciszek, ale on kochany, niestety będę musiała mu odmówić.
- Sorki Justin, ale nie skorzystam z twojej propozycji. – Napiłam się mleka i szeroko uśmiechnęłam do kuzyna.
- Melanie to jest prawie cztery tysiące kilometrów! Nie możesz ot tak po prosu sobie pojechać! Samolotem poleć debilko. – Walnął mnie w ramie i się głośno zaśmiał.
- Cztery tysiące?! Idę zabukować bilety. – Załamała mnie ta odległość szczerze powiedziawszy.
- Bilety? – Justin uśmiechnął się złośliwie. – To z kim siostrzyczko lecisz?
- Wal się na ryj Justin! Z Louisem! – Wcisnęłam mu środkowy palec i już chciałam wychodzić z kuchni jednak on złapał mnie za nadgarstek.
- Zorganizuję wam lot moim prywatnym jutro, nie martw się. Wolałabyś żeby paparazzi was nie dopadli. – Przytulił mnie do siebie, wiedział że nie lubię jak mnie denerwuje.
- Dzięki, jesteś najlepszym bratem na świecie.
Pobiegłam na górę i zaczęłam się przebierać. Założyłam na siebie czarną bieliznę i zaczęłam tańczyć na środku pokoju śpiewając do szczotki. Justin był przyzwyczajony do wariactw Melanie o poranku, ale chłopcy niekoniecznie. Obstawiam, że już, któregoś obudziłam. Poczułam czyjeś ręce oplatające się wokół mojej tali. Zesztywniałam z przerażenia, nie byłam przyzwyczajona do takich zachowań z samego rana. Obróciłam się przodem do tej osoby i uśmiechnęłam się szeroko. Przede mną stał nie kto inny jak Louis Tomlinson. Ujęłam jego twarz w moje chude dłonie i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. Chłopak mocniej mnie do siebie przycisnął, czułam ciepło jego ciała, nic dziwnego stał w samych dresach, bez koszulki. Zamruczałam kusicielsko i uśmiechnęłam się do niego przebiegle. Wpił się w moje usta z wielką namiętnością, wplotłam swoje palce w jego włosy i przyciągnęłam jeszcze bliżej siebie, o ile było to jeszcze możliwe. Nagle ktoś szarpnął za klamkę drzwi mojego pokoju, a my nie wiedzieliśmy co zrobić, nadal staliśmy w tej bardzo interesującej pozycji.
- Melanie nie widziałaś…? – Zaczął Niall, ale wtedy nas zauważył. – O matko! Nie! Ja nic nie widziałem! – Zaczął krzyczeć i zakrywać sobie oczy dłońmi.
- Nialler, spokojnie pomiędzy nami nie doszło do niczego.. szczególnego. – Powiedziałam lekko zawstydzona i odsunęłam delikatnie od siebie Louisa, który miał całą czerwoną twarz. Naciągnęłam na siebie jakąś koszulkę i kontynuowałam. – Więc po co przyszedłeś do mnie Niall? – Chłopak nieśmiało odsłonił oczy i odetchnął z ulgą.
- Szukam w sumie Louisa. Za pół godziny jedziemy na arenę, bo dzisiaj wieczorem mamy koncert. Musimy zrobić próbę, ustalić choreografię i takie tam.
- Okej zaraz będę gotowy. – Odpowiedział mu mój chłopak i posłał spojrzenie, które mówiło więcej niż tysiąc słów. Gdy blondynek wycofał się z mojego pokoju znowu mnie objął i powiedział seksownym głosem. – Więc na czym skończyliśmy?
- Na tym, że masz próbę, musisz zjeść śniadanie i się ogarnąć. – Odpowiedziałam mu kładąc swój wskazujący palec na jego ustach.
- Zobaczymy się wieczorem na koncercie. – Pocałował mnie w usta i wyszedł z pokoju.
Opadłam na poduszki i ukryłam twarz w dłoniach. Pierwszy raz ktoś przyłapał mnie w tak niezręcznej sytuacji jak ta. Ale czy to coś dziwnego, przecież jesteśmy razem, to całkiem normalne. Jesteśmy parą, zachowujemy się jak para i inni biorą nas za parę. Szkoda tylko, że nie możemy normalnie wyjść na spacer, do kina, bo od razu pojawiają się nasze zdjęcia w prasie. Zaczęłam ubierać jedne z moich czarnych rurek, koszulki nie zmieniałam był to szary lekko luźnawy t-shirt z napisem „Fuck World”. Czy wszystko chciało mi dzisiaj przesłać jakieś znaki? Nie mogłam olać świata, bo mógł na tym ucierpieć wizerunek całego One Direction, przecież jeszcze rok temu umawiałam się z innym członkiem popularnego boysbandu. Co miałam zrobić?

#Niall
Siedziałem w aucie czekając na chłopaków. Nadal byłem zszokowany tym co stało się rano, nie mogłem wyrzucić z głowy obrazu Mel obściskującej się w samej bieliźnie z Louisem. Oni na pewno czuli się gorzej niż mówili. Do samochodu wsiadła reszta chłopaków, a ja nadal nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Milczałem co zaczęło niepokoić Liama. W końcu pochyliłem się w stronę Louisa i szepnąłem mu na ucho krótkie „Przepraszam”. Chłopaki spojrzeli na nas podejrzliwie wykrzywiając dziwnie twarze.
- Dowiemy się co się między wami wydarzyło? – Zagadnął Liam. Lou wzruszył tylko ramionami jakby była to najbanalniejsza rzecz na świecie.
- No bo Niall przerwał mi i Mel..- Zaczął się lekko czerwienić. – Powitanie.
- Melanie była w bieliźnie Lou! Ja wam przerwałem i jest mi strasznie głupio. – Zawstydziłem się.
- Niall do niczego między nami nie doszło, nie stresuj się. – Pocieszał mnie Louis.
- Ej ej ej.. Czy wy? Nie! Louis nie przeleciałeś jej  jeszcze! – Krzyknął Zayn. – Znaczy to za szybko, nie powinniście się spieszyć, to nie jest wskazane.
- Zayn, błagam cię… Nie rob z siebie debila. – Pouczył go Liam. – To co Louis robi z Melanie to jego prywatna sprawa i jeśli nie chce nie musi się z nami dzielić takimi informacjami. Czy ty Zayn dzieliłeś się z nami doznaniami związanymi z Mike’iem? – Chłopak pokiwał przecząco głową i spuścił ja w dół. – Czy Harry dzielił się doznaniami związanymi z Mel? Pomijając nawet to, że ukrył przed nami to, iż był to fałszywy związek, przynajmniej z jego strony. To co każdy z nas robi w sypialni jest indywidualną sprawą. –Liam był dzisiaj lekko wkurzony. Czyżby kryzys?
Uśmiechnąłem się nieśmiało do Louisa gdy wysiadaliśmy z samochodu. Ten w ramach odwzajemnienia zaczął czochrać mnie po włosach. Zauważyłem kątem oka, że jeden z pracowników Modestu zagarnął gdzieś w połowie próby Lou i Hazzę. Nie wróżyło to nic dobrego, ale miałem nadzieję, że moje przeczucia są złe.

#Harry
Siedzieliśmy z Simonem w pokoju, w którym zjawił się szef naszego managementu. Miał dość poważną minę, nie wróżyło to nic dobrego. Simon wyglądał na załamanego, chyba już wiedział o co chodzi. Louis odruchowo położył dłoń na moim ramieniu, delikatnie się usmiechnałem, a po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze. Tępo wpatrywałem się w stół aby nie rzucić się zaraz na chłopaka siedzącego obok mnie. Szef odchrząknął chcąc zwrócić naszą uwagę na siebie.
- Więc. – Zaczął swoim ochrypłym głosem. – Larry, po raz pierwszy spotykam się z wami w tej kwestii chłopcy.
- George czy to jest naprawdę konieczne? Fani coś zauważą. – Jęknął Simon, to zdecydowanie nie było nic dobrego.
- Simon to jest konieczne. – Zwrócił się do naszego mentora mężczyzna. – Po pierwsze zagracie tylko siedem koncertów w LA i okolicach, tak dość niedaleko abyście mogli odsapnąć u Justina. Ale to jest ta mniej istotna kwestia chłopcy. Mówi wam coś słowo bearding? – Louis głośno przełknął ślinę, widać bał się, że znowu to na niego padnie.
- Tak. – Odpowiedział szatyn szeptem. – Moją brodą była Eleanor Calder i z tego co mi wiadomo nie kontynuuje już z wami współpracy. Udawaliśmy związek aby uciszyć plotki na temat mojego związku z Harrym, który został wymyślony przez fanówi i media.
- Więc wiecie doskonale na czym polega bearding, ale zaczniemy z zupełnie innej strony. Pomiędzy wami podczas koncertów, wywiadów i tym podobnym jest zbyt duża ilość gejowskich interakcji. Twój dwutygodniowy związek w zeszłym roku nam nic nie pomógł Harry, źle się spisałeś. A od czego ostatnio huczy internet? Louis Tomlinson i Melanie Johnson! Była dziewczyna Harrego. Bardzo dobrze Lou, już pokazujesz, że nie jesteś gejem. Ale powiedz mi, czy pomiędzy wami coś jest? – Lou przygryzł wargę, bał się tej odpowiedzi. – Rozumiem. Ujawnicie się jak będziecie gotowi. Dobrze, ale znowu odszedłem od tematu, którym są wasze interakcje. Jakby wam to szybko i krótko powiedzieć, koniec z nimi. Nie macie prawa się dotknąć na scenie, nic powiedzieć bez mojego pozwolenia. Na każdym z koncertów na widowni będzie jeden z moich pracowników, który będzie wam wskazywał moment na interakcję. Ale mimo to nie ma mowy o przytulaniu, to zbyt gejowskie. Louis, możesz już iść. – Uśmiechnął się do niego zgred, bo inaczej nie mogę nazwać szefa naszego managementu. Gdy drzwi za moim przyjacielem się zatrzasnęły przeszedł do spraw dalej. – Harry, czy wiesz dlaczego Paul polecił ci znaleźć sobie samemu dziewczynę?
- Nie proszę pana, nie wytłumaczył mi do końca.
- Do ostatnich chwil myślałem, że zmieni się w końcu twoja orientacja. Miałem nadzieję, że będziesz taki jak Louis, znajdziesz sobie dziewczynę, przestaniesz być gejem.
- To nie jest choroba. – Warknąłem.
- Ale.. On cię nie kocha, ma dziewczynę, nie możesz liczyć na nic więcej niż przyjaźń. To takie smutne, ale prawdziwe. – Szef uśmiechnął się złośliwie w moją stronę.
- George przestań się na nim wyżywać! On też ma uczucia! – Krzyknął nasz mentor.
- Przepraszam Simon, już przechodzę do sedna sprawy. Więc Harry będziesz w związku! Pod koniec tego roku, taka tam reklama i dla ciebie i dla Taylor. W tym roku One Direction przecież promuje swoją nową płytę, Take me home! Przyda wam się mała reklama, a z tego co widziałem to ostatnio byliście na imprezie z panną Swift także problemu nie będzie. Wiesz powiem ci tyle, jak nie ty to Louis, a Melanie nie będzie dobrą brodą, bo to będzie źle wyglądało. – Mężczyzna wiedział, że gra na moich uczuciach, bawił się mną.
- Jak długo? – Szepnąłem z łzami w oczach. Simon objął mnie ramieniem.
- Zaczniemy wasz PR jakoś na początku grudnia, a skończymy gdzieś w połowie stycznia. Harry ja rozumiem, ze to twój pierwszy PR i możesz się denerwować, ale w najbliższym czasie podamy ci wszystkie szczegóły. Wasze wyjścia będą planowane co do sekundy, zamówimy paparazziego będzie tak jak podczas Elouonor, ale ty nie będziesz tak długo w związku. Musisz się nauczyć choć trochę grać, bo musisz wyglądać realnie. W sumie to wszystko, życzę udanego koncertu, do zobaczenia wkrótce.
Wyszedłem wraz z Simonem z tego przeklętego pokoju. Byłem wkurzony na maksa, mało to cały się trząsłem i ciągle płakałem. Mój mentor nie wiedział jak mnie uspokoić, położył tylko dłoń na moim ramieniu, aby wkrótce mnie do siebie przyciągnąć. Wzniosłem oczy ku górze i zacząłem pytać sam siebie dlaczego?! Czy musiałem się zakochać akurat w Louisie?! Przecież on woli dziewczyny, byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale to nic nie zmieniało! On nadal był hetero. Spojrzałem na lekko przerażoną twarz Simona, nim też wstrząsnęły plany związane z moim PR-em jak i koniec interakcji pomiędzy mną a Louisem.
- Simon, ja nie dam rady. Kocham go i nie jestem w stanie tego zmienić! – Krzyknąłem i zacząłem szarpać swoje loki. – A muszę zmienić pomiędzy nami sytuację na scenie.
- Harry wiem, ze ci ciężko. Powiedziałeś już w ogóle Louisowi o swoich uczuciach?
- Nie i nie mogę tego zrobić, bo on ją kocha. Mam jedno wyjście.. Muszę wszystko zmienić Simon, każdą małą rzecz przez, którą ludzie biorą mnie za geja. Zaczynając od wyglądu aż po charakter. –Powiedziałem hardo , otarłem łzy i zacisnąłem mocno pięści.
- Co ty planujesz Harry.
- Ja…

#Zayn
Siedzieliśmy u stylistek czekając na Harrego. Lou właśnie czesała Louisa nucąc jedną z naszych piosenek pod nosem. Podcinała końcówki jego już lekko przydługich włosów. Nie wyglądał na zbyt zadowolonego po powrocie od szefa Modestu. Od razu przedstawił nam całą sytuację, koniec interakcji między Larrym. Przecież to jest nierealne, oni zawsze byli częścią naszego show. Poprawiliśmy mu jednak humor tłumacząc, że nie liczy się tylko to co na scenie, ale też to co za kulisami. Są przyjaciółmi i nie mogą tego stracić przez jednego faceta, który ma jakieś widzimisię. Chwilę później dołączył do nas Harry. Wszedł do środka trzaskając drzwiami, rozsiadł się na jednym z foteli i zarzucił nogi na blat. Louise spojrzała się na niego z groźną miną.
- Harry trochę kultury! Zawsze wam tłumaczę, że mój pokój jest jak galeria sztuki! To co robię z wami to jest sztuka! – Krzyknęła do niego kobieta, on z miną cierpiętnika zdjął nogi i zaczął się uśmiechać.
- Louise chcę zmienić fryzurę. – Powiedział Loczek. Wszyscy byliśmy zdziwieni, bo kochał swoje loki nad życie. – Dobija mnie już ta monotonia.
- Okej, jak skończę Louisa biorę się za ciebie. – Powiedziała wyraźnie zdziwiona Lou.
Harry zaczynał zachowywać się trochę bezczelnie. Byliśmy zdziwieni jego nagłą zmianą, zawsze był miłą osobą, chętną do pomocy, a teraz siedział ze słuchawkami w uszach, olewał nas wszystkich i czekał aż Louise będzie mogła się nim zająć. Wszyscy oprócz niego byliśmy już gotowi, nic dziwnego nie było go ponad dwie godziny, sami nie wiemy co tam robił. Louis wrócił już po piętnastu minutach. Z Liamem zaczęliśmy przeglądać ubrania, aby wybrać coś na występ. Li znalazł jakiś t-shirt i rurki, które wyglądały zdecydowanie na za ciasne. Zaczął w nich biegać po pokoju, robić fikołki aż w końcu spodnie pękły. Widać, że właśnie do tego dążył, bo zaczął się śmiać i szukać nowych spodni. Ja ubrałem biały t-shirt, czarne rurki i ramoneskę.
Wróciliśmy do chłopaków. Louis siedział już na fotelu obok Nialla i byli zajęci rozmową na temat czegoś bardzo interesującego. Harry siedział z kamienną twarzą podczas gdy Louise robiła coś z jego włosami. Lou i Niall byli już dawno przebrani. Czekaliśmy w sumie już tylko na pana nafoszonego na cały świat.
Po godzinie był w końcu gotowy, z nową fryzurą i w ogóle. Mels przyjechała wcześniej i zaczęła kłócić się z Tommo. A tak w ogóle to wyglądała niesamowicie. Była ubrana perfidnie jak fanka naszego boybandu. Miała na sobie bluzkę z tekstem refrenu jednej z naszych piosenek, uśmiechnąłem się na ten widok. Po raz pierwszy widziałem ją aż tak na luzie, ale była czymś wkurzona. Po kilkunastu minutach, podczas gdy Louis próbował ją udobruchać za kulisy wszedł Justin ze spuszczoną głową. Melanie od razu spojrzała na niego nienawistnym wzrokiem. Podeszła do niego, a zaraz za nią biegł Lou. Wbiła bratu swojego długiego paznokcia prosto w brzuch. Zdziwiłem się lekko. Podbiegłem do nich i próbowałem załagodzić sytuację. Na szczęście w odpowiednim momencie do akcji wkroczył Liam, który sobie z nimi poradził.
- Stop! – Krzyknął i spojrzał na Melanie i Justina. – Proszę mi tu teraz w tej chwili powiedzieć o co chodzi.
- Justin zniszczył mi sukienkę! – Krzyknęła wściekła dziewczyna. – Posłałem Louisowi pełne podziwu spojrzenie, nie wiem jak on z nią wytrzymywał. – A chciałam dzisiaj akurat ją założyć!
- Melanie, to tylko sukienka. – Uspokajał ją Liam. – I tak wyglądasz nieziemsko. Nawet nie widziałaś jak Niall ślinił się na twój widok jak tu weszłaś. – Blondyn zrobił się cały czerwony, a Tommo posłał mu groźne spojrzenie.
- Ja na serio nie chciałem, przez przypadek oblałem ci ją winem, przepraszam Melanie. – Powiedział skruszony Justin.
- Az tak było widać tą plamę? – Zapytałem, bo może nie było aż takiej tragedii.

- Była biała, a Jus pił czerwone wino. – Powiedziała dziewczyna do mnie. – Dobra wybaczam ci debilu, ale kupisz mi za karę ładniejszą! – Krzyknęła do brata i zaniosła się perlistym śmiechem. 

piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 4 cz. 2

Hejka! Jak zauważyliście nad poprzednimi rozdziałami nie było notek, spowodowane to było moją nieobecnością w domu, daty dodania rozdziału zaplanowałam wcześniej. Z głebokiego serca dziękuję Wam za komentowanie i za tego jednego obserwatora, który sprawił mi niesamowitą niespodziankę! Zyczę miłego czytania!

#3 dni później, Mel
Było koło piętnastej, siedziałam z Louisem na kanapie i oglądaliśmy telewizję. On obejmował mnie swoim ramieniem, na kolanach trzymałam laptopa i przeglądałam plotki z ostatnich dni. I powiem szczerze, ze dużo się ostatnio wydarzyło. Paparazzi złapali nawalonych chłopaków jak wracali z imprezy do hotelu, sieroty. Na jednym ze zdjęć szła za nimi wkurzona Selena. Musi dziewczyna cierpieć przez nich tam męki. Pojawiły się najnowsze plotki. Przed oczami mignął mi artykuł o mnie i Louise, który chciałam ominąć. Chłopak jednak mi na to nie pozwolił, zdjął moją dłoń z touchpada i otworzył artykuł, był ciekawy jego treści.

Jednak razem? Louis Tomlinson i kuzynka Justina Biebera.
Parę dni temu na spacerze, romantycznym spacerze została przyłapana dla niektórych znana już para z zeszłego roku – Melanie Johnson i Louis Tomlinson. Młodzi spacerowali po jednym z parków w Los Angeles. Świadkowie mówią, że można było ich zastać w dość nietypowej sytuacji w kawiarni Starbucks. Później przy paparazzich starali się zachować skrupuły, zachowywali się jak para przyjaciół. Ale to nie wszystko! Sąsiadka Johnson mówi, że wraca ona z owym chłopakiem do domu, do jednego domu, razem nocują. No pięknie! Gdy reszta One Direction imprezuje w Las Vegas z Justinem Bieberem Louis Tomlinson flirtuje z jego kuzynką! Dodajmy, ze w zeszłym roku dziewczyna zapewniała, że są tylko przyjaciółmi!

Spojrzałam zdziwiona na Louisa, który właśnie kończył czytać artykuł. Przybił sobie facepalma z czego zaczęłam śmiać się jak wariatka. Przytulił mnie mocno do siebie i ucałował moje włosy, zaśmiałam się jak jakaś idiotka. I właśnie wtedy Louis dostał wiadomość od Simona. Otworzył ją, nawet nie krył jej treści, spokojnie mogłam wszystko przeczytać.

- Matko.. Czekaj zadzwonimy do Harrego, włączę głośnik. – Usłyszałam kilka sygnałów, a potem chłopak odebrał połączenie.
- No co Lou? Coś się stało? – Po głosie chłopaka słychać było, że dopiero wstał. Poniósł ich melanż.
- Nie wiem czy też dostaliście wiadomość od Simona. Musicie wracać, za cztery godziny zaczyna się gala charytatywna  i mamy dać występ na żywo. – Głos Louisa był troszkę wkurzony.
- Kurwa Harry muszę być za cztery godziny w LA! – Usłyszałam w tle głos Justina.
- Słuchaj stary, prawdopodobnie będziemy, ale raczej się spóźnimy. Dopiero wszyscy wstaliśmy. Także ogarnij się z Mel i idźcie na tą galę wcześniej, ty będziesz jakby co reprezentował nas, a Mel Justina. – Loczek miał lekko zakłopotany głos.
- Ale ja z nią nie możemy pokazać się tak razem. – Jęknął Louis. – Dobra zadzwonię do Simona. Do zobaczenia dzisiaj. – Rozłączył się. – Czekaj wykonam jeszcze jeden telefon. – Hej Simon, załatw na tej gali jeszcze jedno miejsce, bo muszę pojechać z Mel, chłopaki mogą się spóźnić, bo są jeszcze w Las Vegas. I jakbyś mógł załatwić nam jakiś transport. – Drugi mężczyzna zaczął coś mówić do słuchawki. – Wybacz, wypadła nam wszystkim z głowy ta gala. No damy ten występ, ale postaraj się żeby nie był na początku tylko jakoś pod koniec tej całej gali. My zaraz jedziemy do wytwórni, bo macie jakąś stylistkę na miejscu? Super, to my już lecimy.
Zostałam poinformowana, że jedziemy do studia jakiegoś tam. Jechaliśmy moim Rang Roverem i śpiewaliśmy piosenki, które leciały w radiu. Po około piętnastu minutach wjeżdżaliśmy na podziemny parking, wysiedliśmy i trzymając się za ręce zaczęliśmy zmierzać do windy. Wjechaliśmy na ostatnie piętro i zaczęliśmy korytarzem zmierzać w kierunku jakiegoś gabinetu. Louis cicho zapukał i wciągnął mnie za sobą do pomieszczenia. Usiedliśmy na fotelach przed tym Simonem. Chłopak puścił moją dłoń, która bezwładnie opadła na podłokietnik.
- Bardz mi miło Melanie, Simon jestem. – Podał mi dłoń i szeroko się do mnie uśmiechnął. – Więc jesteście parą? – Louis twierdząco pokiwał głową. – W pokoju 512 czekają na was stylistki. Chłopcy przygotowują się na galę w Las Vegas, wysłałem już po nich prywatny odrzutowiec. Spóźnią się maksimum pół godziny. Występ macie w sześćdziesiątej minucie gali, także wszystko jest pod kontrolą. Mam nadzieję, że stylistki odwalą dobrą robotę, starałem się załatwić najlepsze.
Uśmiechnęliśmy się do niego szeroko, pożegnaliśmy się i wyszliśmy z gabinetu. Ten człowiek był troszkę dziwny, nie żeby mnie to dziwiło, ale wyglądało na to, ze bardzo lubi chłopaków. Załatwiał im wszystko co tylko się dało, tak jak dzisiaj odrzutowiec. Jakby jechali samochodem to obstawiam, że by nie zdążyli. Zjechaliśmy piętro niżej, od razu zauważyłam pokój numer 512. Weszliśmy do środka. Stały tutaj dwie kobiety, jedna mulatka, a druga blondynka z prześwitami fioletu na włosach. Louis z tą drugą padli sobie w ramiona i zaczęli się przytulać. Dobra, nie ogarniam, zaraz powyrywam jej wszystkie kłaki z głowy, niech ona nie dotyka się mojego chłopaka. Objął ją w pasie i obrócił w moją stronę.
- Melanie to jest Louise, nasza stylistka i Maya, zajmuje się ubieraniem nas.
- Miło mi cię poznać. – Uśmiechnęła się do mnie blondyna i przytuliła mnie. – Jeju uczeszę dziewczynę! Jak bosko, mogę ci przedłużyć włosy? – Spojrzała na mnie błagalnie. – I wrócimy do brązu, a to wszystko w półtorej godziny! Louis, tobą zajmę się najpierw, Maya ubierz Mel w coś gustownego, błagam.
Podeszłam z mulatką do wieszaków, były przygotowane na to, że będę za chuda, albo za gruba, miały ubrania w każdym rozmiarze. Kobieta zdjęła z wieszaka dość obcisłe czarne, skóropodobne rurki. Kazała mi je nałożyć, miałam z tym małe problemy, ponieważ były dość ciasne, ledwo zapięłam zamek i zapięłam je na guzik. Z górą nie było już takiego problemu, szybko znalazła czarną bluzkę, którą przewiązała czarnym paskiem. Postawiła przede mną czarne szpilki, z niechęcią zdjęłam moje czarne vansy i wskoczyłam w wysokie buty. Spojrzałam na swoje odbicie. Wyglądałam dobrze, ale nie pasowały mi tylko moje czerwone jak ogień włosy. Westchnęłam głośno, Lou właśnie skończyła czesać Tommo, chłopak podszedł do mnie i objął mnie w pasie. Z szerokim uśmiechem wpatrywał się w nasze odbicie w lustrze, przyznam szczerze, że sama zaczęłam się uśmiechać. Louise zawołała mnie do siebie. Zaczęła coś robić przy moich włosach, doczepiać jakieś pasma, przycinać je, nakładać farbę. Przyznam, że zanim to coś co miałam na głowie nabrało jakiegoś sensu nabrało jakiegoś kształtu minęła dobra godzina. Stylistka zaczęła się spieszyć. W lustrze zauważyłam tylko, że znowu mam długie brązowe włosy. Zamiast zostawić je rozpuszczone zebrała je w schludnego koka. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze. Płynem do demakijażu zmyła to co miałam na twarzy i zaczęła nakładać swoją własną kompozycję. Wszystko skończyła na założeniu mi biżuterii. Obróciła mnie przodem do lustra, aby pokazać swoje dzieło. Ona na serio miała talent, wyglądałam nieziemsko. Nie myśląc o niczym rzuciłam jej się na szyję, kątem oka widziałam, że Louis się z nas śmieje. Podziękowaliśmy dziewczynom i zjechaliśmy windą znów na parking w podziemiach. Czekała to na nas czarna limuzyna, jedna. Zaraz jedna? Przecież nie możemy wysiąść razem. Ja nie jestem w ogóle gwiazda, nie powinno mnie być na tej gali. Wsiedliśmy do pojazdu, czekała nas chwila jazdy.
- Ślicznie wyglądasz. – Powiedział do mnie Lou siadając naprzeciwko mnie.
- Dziękuję, ty też wyglądasz niesamowicie przystojnie. – Przygryzłam dolną wargę.
- Lou dała ci szminkę? W takim tempie szybko ją zgryziesz. – Zaśmiał się.
- O matko! Będę miała bordowe zęby! – Chwyciłam szybko chusteczkę i zaczęłam wycierać moje uzębienie. Gdy skończyłam i poprawiłam usta szminką powiedziałam. – Mnie w ogóle nie powinno tam być, bo kim jestem? Kuzynką Justina Biebera.. Ehh i co przejdę po dywanie i co?
- Po pierwsze jesteś kimś bardzo ważnym dla mnie i się nie przejmuj. Przejdziesz przez ten dywan, rozdasz ewentualnie kilka autografów, jesteś rozpoznawalna w show-biznesie. Dasz radę malutka. A potem pójdziesz na salę i usiądziemy. Pewnie i my i Justin i ty mamy miejsca obok siebie. Nie denerwuj się. I jeszcze jedna sprawa, nie możemy wysiąść razem. Wysiądę najpierw ja, kierowca zrobi kółko i wysiądziesz ty. Będzie dobrze kochanie.
- Dlaczego musimy wysiąść oddzielnie? – Zapytałam zdenerwowana jeszcze bardziej.
- Nie chcemy żeby nasz związek się upublicznił jak na razie. – Pokiwałam twierdząco głową. – I tak będzie już trochę plotek, bo przyjechałaś na galę. Kochanie, nie denerwuj się, będzie dobrze.
- Pierwszy raz wchodzę na jakąkolwiek galę bez Justina. – Byłam wyraźnie zdenerwowana.
- Poczekaj. – Puknął do kierowcy. – Podjedzie pan dla tej panienki do tylnego wejścia. – Mężczyzna tylko pokiwał głową. – Dzięki. Masz z głowy Mel. Jeden z naszych ochroniarzy będzie tam na ciebie czekał kochanie. spotkamy się w środku. Pa. – Dał mi buziaka w usta i wysiadł. Dopiera teraz zauważyłam, że się zatrzymaliśmy.
Wiedząc, że nie będę miała styczności z tymi piszczącymi fankami, czerwonym dywanem, fotografami od razu robiło mi się lżej. Po raz kolejny się zatrzymaliśmy. Drzwi otworzył mi facet w ciemnych okularach. Ciągle mnie osłaniał i prowadził na moje miejsce, przeszliśmy przez całe kulisy i wszystko takie. Przede mną rozpostarła się sala, na której było masakrycznie dużo miejsc siedzących. Wzrokiem szukałam Louisa i nie mogłam do znaleźć. Facet zaprowadził mnie do drugiego rzędu, na fotelu zawieszone było moje imię i nazwisko. Głośno westchnęłam i usiadłam. Chwilę później pojawił się koło mnie Louis, tłumaczył się, ze pozował chwilę, rozdawał autografy i takie tam. Nie mogliśmy nawet tutaj złapać się za rękę, byliśmy ciągle nagrywani. Na Sali pojawiało się coraz więcej osób, ale brak chłopaków. Przez cały czas gadaliśmy, a gala się już zaczęła. Na scenę wyszła Katy Perry i zaczęła śpiewać swoją nową piosenkę. Wyszło jej to niesamowicie. W międzyczasie śmiałam się z wykonania przez Lou tej piosenki, parodiował ją. Minęło pół godziny od rozpoczęcia się całej imprezy, a chłopaków nadal nie było, w tym Justina, który znając życie tez ma dzisiaj występ. Czas mijał i mijał, a ich nie było.
- Mel, muszę iść już za kulisy. Zabiję ich.. nie puszczamy ich więcej samych na imprezę. – Schował twarz w dłoniach. – I co mam dać teraz występ solo?
- Louis idę z tobą, zadzwonię do Justina przy okazji.
Wstaliśmy i ruszyliśmy za kulisy. Mój Lou był wyraźnie zdenerwowany, pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Chciałam go przytulić, ale mogłam to zrobić dopiero za kulisami. Weszliśmy do pomieszczenia, na które wglądu nie miały chyba żadne kamery. Zawiesiłam się mu na szyi, a on objął mnie w talii. Gdy od siebie odeszliśmy on podszedł do Simona, który tez był już nieźle wkurzony, a ja wyciągnęłam swój telefon. Wybrałam z listy numer mojego braciszka i czekałam aż odbierze. Zrobił to zaskakująco szybko, w tle słyszałam jakby biegł.
- Halo Mel? – Jego głos był dość niespokojny.
- No gdzie wy jesteście? Louis już jest za kulisami, chłopaki mają za pięć minut występ, a was nie ma. Mieliście spóźnić się pół godziny, a nie godzinę. – Wyskoczyłam do niego z bulwersem.
- Właśnie wchodzimy tylnym wejściem do budynku, jesteśmy już prawie za kulisami siostro, spokojnie. – Słyszałam w słuchawce i cała się gotowałam. – Gdzie stoisz nie widzę twojej czerwonej czupryny. – Usłyszałam za plecami.
- Tutaj Justin. – Obróciłam się do niego przodem i szeroko się uśmiechnęłam.
- Boże, matko, o ja cię pierdzielę, aaa! Ale mnie wystraszyłaś debilko! – Krzyknął i walnął mnie w ramię.
- Jesteście, jakie szczęście. Simon was zabije. – Powiedział Louis i pociągnął resztę chłopaków, z którymi nawet nie zdążyłam się przywitać w kierunku sceny.
- Chodź, idziemy na widownię. – Powiedział do mnie brat, który już ciągnął Selenę za sobą, o z nią też się nie przywitałam.
- Nie, ja zostanę tutaj, chcę ich posłuchać. – Uśmiechnęłam się do brata i zaczęłam spoglądać na scenę, miałam tutaj dobry widok, dobre miejsce za kulisami.
Chłopcy wybrali do śpiewania Kiss You. Zaczęli śpiewać. Zayn naprawdę miał niesamowity głos, każdy z nich miał niesamowity głos. Nie lubili tańczyć więc lekko wydurniali się na scenie, byli tacy nietypowi. I to właśnie czyniło ich najlepszym boysbandem na świecie. Chłopcy śpiewali właśnie refren, Louis mnie zauważył i puścił mi oczko. Uśmiechnęłam się i czekałam aż skończą. Zeszli ze sceny, a Lou od razu wpił się w moje usta, nie wiedziałam, że aż tak okazujemy sobie uczucia za kulisami. Chłopacy zaczęli bić nam brawo i się śmiać, walnęłam każdego po łbie, głupim łbie. Wróciliśmy na widownię i oglądaliśmy resztę gali.

#godzinę później
Jechałam z Justinem limuzyną do domu. Nie pozwolił mi jechać z chłopakami bo to mogło podejrzanie wyglądać, poprosiłam go aby wysadził mnie pod wytwórnią, bo muszę zgarnąć auto. Na śmierć zapomniałam, że kluczyki ciągle ma Louis. Napisałam do niego szybko z prośbą aby i on wysiadł pod wytwórnią, na szczęście się zgodził. Nie miałam ochoty jutro jechać po samochód. Wysiadłam pod budynkiem, w którym stało moje auto i czekałam na Louisa. Pojawił się kilka minut po moim przybyciu. Przywitał mnie buziakiem w usta i weszliśmy po samochód do środka.
Piętnaście minut później już wjeżdżaliśmy windą na nasze piętro. Weszliśmy do domu, w którym nagle było tak głośno. Zauważyłam brak Seleny w pomieszczeniu, a to oznacza, że pokłóciła się z Justinem, tak on siedzi przy oknie i tępo gapi się na ocean. Puściłam dłoń Louisa i podeszłam do mojego brata, usiadałam obok niego i przytuliłam go. Pocieszyłam go delikatnie, bo uśmiechnął się do mnie delikatnie. Westchnął głośno i zaczął mówić.
- Mel wiesz, że za kilka dni wyjeżdżam w trasę. – To było raczej stwierdzenie, kilka razy już o tym ze mną rozmawiał. – Upilnujesz z Liamem tych wariatów, a raczej Liam was upilnuje. – Zaśmiał się delikatnie. – Pokłóciłem się z Seleną.
- Domyśliłam się, o co wam poszło tym razem? – Zapytałam z troską w głosie.
- Wkurzyła się za całe Las Vegas, stwierdziła, ze zachowywałem się jak niewychowany gówniarz.
- Justin nie łam się, będzie dobrze, pogodzicie się jak zwykle. Pojedziesz jutro do niej i ją przeprosisz. – Chciał mi przerwać, ale mu na to nie pozwoliłam. – Związek bez kłótni nie jest prawdziwym związkiem braciszku. W ten sposób wiele się o sobie dowiadujecie.
- Powiedziała doświadczona dziewczyna, która ma chłopaka od kilku dni. – Uśmiechnął się do mnie tak dziwnie, ciekawsko.
- Ale zanim się spiknęliśmy pokłóciłam się z nim, darłam się na niego jak debilka. Widzisz, i wszystko jest okej. – Uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Idę do niej zadzwonić.
Zszedł z parapetu, a ja poszłam do swojego pokoju się przebrać. Louis siedział z chłopakami i razem gadali, miałam chwilę aby pobyć w samotności. Założyłam dresy i koszulkę Justina i usiadłam przy biurku. Otworzyłam laptopa i zalogowałam się na twittera. Wysłałam tweeta: No i po gali, jedyne co powiem @onedirection i @justinbieber byliście niesamowici! Więcej takich występów! No i drugiego: Mam nadzieję, że rano mnie ktoś obudzi, bo jestem totalnie wykończona. Nienawidzę TYCH sytuacji. Drugi z moich tweedów odnosił się oczywiście do ukrywania się. Włączyłam jakiś portal plotkarski. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to oczywiście artykuł o mnie i Louisie.

Louis Tomlinson i Melanie Johnson parą? Wszystko na to wskazuje.
Dziewczyna w zmienionej fryzurze pojawiła się na dzisiejszej gali. Najprawdopodobniej weszła tylnym wejściem, bo nie pojawiła się na czerwonym dywanie. Zajęła miejsce na widowni, a zaraz dołączył do niej Louis Tomlinson. Rozmawiali całą galę. Przed występem One Direction udała się z chłopakiem za kulisy skąd obserwowała występ zespołu. Na widowni pojawił się również jej kuzyn, Justin Bieber wraz z dziewczyną – Seleną Gomez. Po występie chłopców dziewczyna wróciła na widownię wraz z nimi i aż do końca gali rozmawiała z Tomlinsonem. Następnie udali się dwoma różnymi limuzynami do domu, ale to miała być tylko przykrywka! Oboje wysiedli pod wytwórnią One Direction skąd wspólnie udali się do domu dziewczyny. Poniżej znajdziecie zdjęcia zarówno z gali jak i wspólne zdjęcia pary w samochodzie! Wkrótce zapewne dowiemy się całej prawdy o związku Tomlinsona i Johnson.

Zatrzasnęłam laptopa i opadłam na łóżko. Zaczęłam krzyczeć w poduszkę, to wszystko zaczynało mnie przerastać. Może najłatwiej byłoby się ujawnić, niech reporterzy nie mają pomysłów na nowe plotki. Przestałam się nad tym zastanawiać i zeszłam na dół gdzie siedział Harry z Louisem, reszta widocznie poszła już spać. Usiadłam obok Lou i oparłam głowę na jego ramieniu. On objął mnie w pasie i przysunął bliżej siebie. Styles chyba zauważył mój lekki smutek.
- Co się stało Mel? – Zapytał się Loczek, martwił się o mnie.
- Jest już artykuł z gali. Reporterzy ciągle snują domysły na temat mojego związku z Louisem. – Powiedziałam smutnym głosem.
- Kochanie nie przejmuj się, odczepią się w końcu. – Pocałował moje włosy.
- Odczepią się jak poznają prawdę. – Powiedział Styles, oboje spojrzeliśmy na niego i spoważnieliśmy.
- Jeszcze jakiś czas nie możemy się ujawnić. – Powiedział Louis. – Dla dobra Melanie, Harry zrozum. Pamiętasz co było jak ty z nią byłeś?
- Tak, za szybko wszystko robiłem i się pomyliłem. Przeze mnie nie jest już anonimowa. Louis mówiłeś mi już to miliard razy. Ale wy się kochacie, nie zmienicie nagle zdania jak ja. – Loczek delikatnie się do nas uśmiechnął.
- Lou on ma rację. Media przecież i tak już wszystko sobie powiedziały. – Powiedziałam do chłopaka i na niego spojrzałam.
- Po pierwszym koncercie Mel.


niedziela, 5 stycznia 2014

Hejka !

Przychodzę dzisiaj do Was nie z rozdziałem, ale zachęcam Was do wejścia na pewnego bloga. Bądź co bądź, nie jest on o żadnym z członków One Direction, ale sądze, że jego fabuła będzie dość ciekawa. Jeśli hejtujesz Justina nawet nie wchodź, jeśli akceptujesz to, ze mógłby mieć inną orientację to być może jest to jeden z niewielu blogów o Justinie właśnie o innej tematyce. Nie opiera się on na typowych fanfikach, nie ma sztucznej sielanki dziewczyny i chłopaka. Pomyśl, co by było gdyby okazało się, że twój idol ma inną orientację? Bardzo dobrym przykładem na to jest wiele fanfictions o Larrym Stylinsonie. Jestem jedną z Larry Shippers i nie kryję się z tym. Sądzę, że to normalne zjawisko w show biznesie, i że nie powinno być potępiane przez ludzi. Mnie do tego przekonała pewna osoba, na poczatku wydawało mi się śmieszne, ze osoba może być zupełnie inna niż nam się wydaje. Dobra, ale nie o tym miała być tutaj mowa! Nie mogę się za bardzo wygadać znając częśc fabuły, a przynajmniej tego co zacznie się dziać. Mam nadzieję, że pomożecie autorowi się zmotywować i wpłyniecie na niego aby napisał kolejne rozdziały! Bo i ja sama na nie czekam! Pozdrawiam również kochanego autora! 





czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział 3 cz2. (14)


Obudził mnie wnerwiający dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na jego wyświetlacz i jęknęłam głośno. Justin. Czego on chce o tej godzinie ode mnie ja się serdecznie pytam. Niech ten telefon w końcu się zamknie i da mi spać! Powoli zwlekłam się z łóżka i już miałam odbierać połączenie, ale nie zdążyłam. Wstałam i podeszłam do okna, na dworze panowała ciemność. Wybrałam z listy kontaktów numer mojego braciszka i czekałam aż odbierze.
- Hej siostrzyczko! – Krzyknął, był w stanie upojenia i to nie lekkiego.
- Hej Justin, po co dzwoniłeś? – Pociągnęłam nosem, mój głos brzmiał dość niewyraźnie.
- Płakałaś?
- Nie. – Oczywiście, że tak, ty to umiesz mnie przejrzeć. – Spałam i mnie obudziłeś.
- Wybacz, ale Louis tez nie odbiera. Dobra przechodzę do sedna sprawy. Słuchaj siostro, wylądowaliśmy na jakiejś imprezie daleko od Los Angeles, a tak dokładnie to pojechaliśmy sobie do Las Vegas. – Szczęka mi opadła.
- Czemu mi nic nie powiedzieliście?! I jak do tego doszło, że zostawiliście Louisa samego debile?! – Wydarłam się tak, że jeśli Lou spał to właśnie go obudziłam.
- No bo mieliśmy pojechać na imprezę to Taylor i jakoś wyszło tak, że byliśmy trochę nawaleni i padło hasło Las Vegas. Ktoś nas zawiózł, nawet nie pamiętam kto. A Louis nie chciał iść z nami na imprezę. Przepraszam Melanie, wrócimy za kilka dni, jak wszyscy się zgarną. Jesteśmy z Tay i kilkoma jej przyjaciółmi. Nie ma nas max tydzień. Możemy zostać? – Słyszałam błaganie w jego głosie.
- Ale żeby mi to było ostatni raz! Skoro już mnie obudziłeś to idę wypić herbatę. Pa Justin.
- Pa siostrzyczko, kocham cię!
Pokręciłam głową i zaczęłam schodzić po schodach na dół. W kuchni paliło się światło, nie no jeszcze mi tylko brakowało spotkania z tym debilem. Zegarek w moim telefonie wskazywał godzinę 2:01. Przetarłam oczy i weszłam do pomieszczenia. Nie zwracając uwagi na Louisa zaczęłam robić sobie herbatę. Unikałam kontaktu wzrokowego z nim jak ognia, no bałam się tego, że wyskoczy do mnie z jakimś dziwnym tekstem. Zaczęłam udawać, że robię coś na telefonie, przeglądałam twittera i czytałam te same tweety po raz setny. Chłopak głośno odchrząknął więc lekko uniosłam wzrok spoglądając na niego tylko bardzo krótką chwilę.
- Możesz nie zachowywać się tak jakby mnie tu nie było? – Jęknął.
- Przepraszam, że cię obudziłam. – Mruknęłam i już chciałam wychodzić z pomieszczenia, jednak jego dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku. Przeszły mnie dreszcze, a na skórze pojawiła się gęsia skórka. Obróciłam się w jego stronę i dopiero wtedy uwolnił mnie z uścisku. – Więc? – Podparłam swoje boczki i patrzałam się na niego z wyrzutem.
- Zawsze musisz taka być? – Uniósł oczy ku górze. – Zawsze taka opryskliwa, na wszystko jakąś wymówkę? – Zaśmiał się cicho.
- Nie, czasami jestem bardzo opanowana, aż za bardzo.
- No w samochodzie nie byłaś. – Uśmiechnął się do mnie promieniście. Nie odwzajemniłam tego. – Ja ciebie też. – Wyszeptał i wyszedł z pomieszczenia.
Nie no nie ogarniam go! O co mu chodziło?! Wybiegłam za nim z kuchni, biegnąc po schodach na górę parokrotnie niemal nie połamałam sobie nóg. Tak to jest jak człowiek robi coś w nerwach. Zamknął się na klucz w jednym z pokoi gościnnych. Zaczęłam naparzać w drzwi pięściami, drąc się na niebogłosy. Drzwi się uchyliły, a ja jak w amoku nadal naparzałam pięściami. Nie zauważyłam, że biję Louisa. Zaczęłam płakać, sama nie wiem dlaczego, czułam się taka bezradna. Złapał mnie za nadgarstki i pociągnął na łóżko stojące we wnętrzu pokoju. Trzymał mnie a ja płakałam, nie wiedziałam co powiedzieć. Rozpłynęłam się przy nim totalnie, to wszystko mnie przytłoczyło, wczorajsza sytuacja w samochodzie, ostatnio za dużo myślę. Nawet mnie nie przytulił, wydawał się taki zimny, czułam to mimo, że nie widziałam emocji w jego oczach, ponieważ ich nie widziałam. Załkałam cicho, zaczynałam się uspokajać. Uwolniłam nadgarstki z uścisku Louisa, coś czuję, że będę miała dwa siniaki.
- Nie rozumiem ciebie Lou, raz jesteś taki miły, raz oziębły, raz przepraszasz mnie za sama nie wiem co jak przed chwilą. – Powiedziałam spokojnie, a z moich oczu znowu zaczęły płynąć łzy.
- Mel przep… - Powiedział aksamitnym głosem, jednak mu przerwałam.
- Nie przepraszaj mnie za coś czego nie zrobiłeś, a nie pamiętam żebyś coś zrobił.
- Mel bądź chodź przez chwilę cicho i mnie wysłuchaj! – Krzyknął. – Przepraszam cię za sytuację w samochodzie, nie wiedziałem co powiedzieć, musiałem się nad tym zastanowić. Wyskoczyłaś z tym tak nagle, a nie wiedziałem jak ci to powiedzieć. Mel… - Bał się skończyć zdanie.
- Dobra, rozumiem Lou. Ja już idę do siebie. – Wstałam z łóżka i zaczęłam iść w kierunku wyjścia ocierając z moich policzków łzy.
- Mel. – Powiedział i złapał mnie za nadgarstek, który lekko bolał.
Jednym szybkim ruchem przyciągnął mnie do siebie, poczułam jego oddech na skórze mojej dłoni. Stykaliśmy się ciałami, jego serce przyspieszyło jak i moje. Gapiłam się w jego twarz, nie widząc nawet jego oczu, mój oddech zadrżał, bałam się. Puścił mój nadgarstek, dwoma palcami uniósł moją twarz delikatnie do góry. Zadrżałam pod wpływem jego dotyku. Zbliżył się do mnie i musnął delikatnie moje usta swoimi. Rozchyliłam delikatnie wargi zachęcając go do dalszego działania. Drugą ręką objął mnie w talii i delikatnie uniósł do góry. Pocałował mnie, wpił się namiętnie w moje usta. Wplotłam palce w jego włosy i jakimś cudem oplotłam mu nogi wokół talii. Rzuciliśmy się na łózko, siedziałam na Tomlinsonie zachłannie go całując. Co chwila dawaliśmy sobie sekundową przerwę na zaczerpnięcie powietrza, aby dalej cieszyć się sobą. Moje dłonie powędrowały pod koszulkę chłopaka. Zaczęłam na jego torsie rysować palcami przeróżne znaki. Nagle poczułam jego dłonie pod moją koszulką, lekko zesztywniałam, ale po chwili dalej dawałam oddać się chwili. Zaczęłam zdejmować jego bluzkę. Oboje byliśmy już nieźle rozpaleni. Oparłam swoje dłonie na jego torsie i pozwoliłam aby rozpiął moją koszulę. Nie szło mu coś rozpinanie guziczków, zaczynałam się denerwować. Zauważył to i rozerwał ją. Usłyszałam brzęk guziczków na podłodze. Chłopak zdjął materiał z moich ramion i odrzucił go gdzieś na bok. Znowu zaczęliśmy się całować i niedługo nam to było dane. Zaczął dzwonić telefon Louisa. Jęknęłam i opadłam na poduszki obok chłopaka. Zaczął wyjmować telefon z kieszeni. Oboje głośno dyszeliśmy, nie ma to jak przerwać w takim momencie.
- Halo? – Powiedział głośno dysząc. – Chyba śpi Justin, okej zaraz to sprawdzę. – Gadał z moim bratem. Zaczęłam przygryzać płatek jego ucha. Zamruczał rozkosznie. – Spałem i tak jakoś wiesz.. – Wydawał się być zawstydzony. Zaczęłam składać pocałunki na linii jego szczęki, na szyi, torsie. Widziałam, że doprowadzam go do szaleństwa. Uśmiechałam się przez te krótkie pocałunki. – No co ty.. Nie jestem z twoją siostrą, ona śpi. – Zaśmiałam się cicho i dalej zaczęłam rozpraszać mojego towarzysza. – Nie walę sobie Justin! Obudziłeś mnie a miałem piękny sen! – Spojrzałam się zdziwiona na Lou, nie widziałam jego wyrazu twarzy, zapaliłam lampkę nocną stojącą obok łóżka. Był cały czerwony, jego oczy były pełne podniecenia. Zaczęłam badać palcami fakturę jego torsu jednocześnie podziwiając tatuaże. – Nie, nie mówiła mi, że wracacie za tydzień. – Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało. Teraz podziwiałam jego tatuaże na prawej ręce, miał ich na serio sporo. Wszystkie emocje zaczynały ze mnie uchodzić. – Dobrze, zaopiekuję się nią. Tak, jak najlepiej będę umiał. Pa Justin. – Rozłączył się, odrzucił telefon na szafkę nocną i rzucił mi takie dziwne spojrzenie. – Musiałaś to robić? – Zapytał kusicielsko. Pokiwałam mu w odpowiedzi tylko głową. – Zemszczę się.
Uśmiechnął się do mnie chytrze i rzucił się na mnie, zaczął mnie całować. Piszczałam przez pocałunki. Chwilę później zaczął mnie gilgotać, zwijałam się ze śmiechu na łóżku. Po piętnastu minutach odwalania opadliśmy obok siebie i zaczęliśmy głośno oddychać. Zdjęłam ze swoich ud spódnicę i wpełzłam pod kołdrę. Louis zsunął ze swoich nóg szare rurki, rzucił je na bok i dołączył do mnie. Zgasiłam lampkę i położyłam swoja głowę na torsie Louisa. Objął mnie swoim ramieniem i pocałował w czoło. Jedną ze swoich dłoni przeczesywał moje krótkie włosy, a drugą pocierał plecy.
- Więc to chciałeś mi powiedzieć? – Zapytałam się go nieśmiało.
- Tak. Nawet nie zrozumiałaś „Ja ciebie też”. W samochodzie powiedziałaś, że mnie kochasz, a ja nie wiedziałem jak ci odpowiedzieć. Nie umiem wyznawać uczuć. Przepraszam Melanie. – Mocniej mnie do siebie przytulił.
- To o to chodziło.. Przepraszam, że jestem taka głupia. Przepraszam za to jak cię obraziłam w samochodzie, nie chciałam. – Byłam dość zmieszana.
- Nie masz za co, chociaż wiem co myślisz. Idziemy spać. Dobranoc Kochanie, słodkich snów..

* * *
Znowu obudziło mnie dzwonienie telefonu. Kiedy to się w końcu skończy?! A może to był tylko sen? Nie, nie błagam. Oprzytomniałam jednak, ponieważ nie był to mój dzwonek. Biały Samsung Louisa dzwonił i dzwonił. Postanowiłam odebrać połączenie, bo chłopaka wyraźnie to nie ruszało. Chciałam wstać po urządzenie, ale nie dałam rady, przygniatała mnie ręka Tommo. Wyciągnęłam swoją dłoń w stronę, złapałam go i szybko przesunęłam po nim palcem żeby zdążyć odebrać połączenie. Przyłożyłam telefon do ucha.
- Halo? – Powiedziałam zaspanym głosem.
- No hej Lo.. Mel? – Usłyszałam głos Justina, zdziwiony głos Justina. – Czemu odbierasz telefon Louisa?
- No bo ten.. on śpi, a wiesz go się nie da obudzić nawet młotem pneumatycznym. – Zaśmiałam się nerwowo.
- A co ty Kochanie już nie śpisz? – Zamruczał Louis. Nie no bosko…
- Czy ja właśnie słyszałem… - Zaczął mój brat. – Ej chłopaki! Chłopaki! Wygrałem! – Zaczął się drzeć. – Przespała się z nim! Oni są razem! – Widziałam po minie Louisa, że nawet on to słyszał.
- Nie przespałam się z nim. – Powiedziałam spokojnie do telefonu.
- Dobra.. Liam jednak ty wygrałeś! – Wydarł się znowu. – Są razem, ale się nie przespali!
- Boże.. Justin! – Krzyknęłam.
- Daj mi go. – Powiedział spokojnie Louis. – No hej Justin. Tak, tak to fascynująca historia, że aż chce mi się jej słuchać dalej. No, no.. Justin.. Nie jesteśmy dziećmi, umiemy się sobą sami zaopiekować, nie musisz codziennie dzwonić. A teraz wybacz, ale lecę bo idziemy na śniadanie. Do zobaczenia za ileś tam.
- I jak? – Siedziałam i zakrywałam się kołdrą.
- Założyli się o nas.. Założyli się o to czy będziemy razem. Zostawili nas samych celowo. – Zaśmiał się nerwowo i przeczesał swoje włosy.
- Loueh, nie denerwuj się. Skoro wiedzą o nas unikniemy tej krępującej rozmowy, nie będziemy musieli się ukrywać. – Lewą ręką wymacałam jakiś materiał leżący obok mnie. Okazał się on koszulką Louisa, którą na siebie założyłam.
- Pięknie w niej wyglądasz. – Przygryzł płatek mojego ucha.
- Ale.. Idziemy na śniadanie. – Cmoknęłam chłopaka w usta i wyskoczyłam z łóżka.

* * *
Postanowiliśmy spędzić ten dzień razem. No inaczej się w sumie nie da, jesteśmy sami w domu. Ubrałam się i podeszłam poszperać do walizki Louisa. Nie znalazłam tu nic ciekawego, sama nawet nie wiem czego tam szukałam. Chcieliśmy gdzieś wyjść, zastanawialiśmy się gdzie. Po prostu bez żadnego kontaktu dotykowego wyszliśmy na spacer. Nie chcieliśmy żeby brukowce za szybko zaczęły coś rozdmuchiwać. Naszym początkowym celem był Starbucks, który znajdował się niedaleko miejsca gdzie mieszkaliśmy. Postanowiliśmy więc, że nie ma sensu brać samochodu. Czułam na sobie wzrok wszystkich fanek, którym Lou dawał autografy, czułam się tym lekko przytłumiona.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Zamówiliśmy dwie kawy i czekaliśmy na nie. W lokalu nie było dużo osób, może to i dobrze. Z zamyśleniem wpatrywałam się w ladę przy, której stał sprzedawca. Lou zauważył, że trochę nieswojo się w tym wszystkim czuję, uniósł moją brodę delikatnie do góry w swoją stronę i musnął moje wargi swoimi. Uśmiechnęłam się delikatnie do niego co widać poprawiło mu lekko humor. Usiedliśmy przy jednym ze stolików i w ciszy zaczęliśmy spożywać kawę. Louis złapał mnie za moją lewą rękę, która leżała na stoliku. Uśmiechnęłam się do niego szeroko. Poczułam wibracje w mojej lewej kieszeni, od razu odebrałam połączenie.
- Halo?- Mój głos brzmiał w miarę przyjaźnie.
- No hej siostro! – Krzyknął nie kto inny jak Justin. – Dzwonię żeby sprawdzić czy mi jeszcze chaty nie roznieśliście. – Zaśmiał się bezczelnie. – A tak poważnie to co sobie porabiacie?
- Siedzimy w Starbucksie i pijemy kawę. – Powiedziałam to takim tonem aby mu pokazać, że przeszkadza.
- No chyba wam przeszkadzam. – Zaśmiał się. – Dobra bawcie się dobrze gołąbeczki.
- Ale on mnie wkurza. – Powiedziałam rozłączając się.
- Ej. Melanie nie denerwuj się, dla nich jest to jakaś nowa rzecz, że my no wiesz… - Nie chciał tego mówić na głos, za dużo ludzi siedziało z nami w lokalu. – Weź kawę idziemy pospacerować.
Chwycił mnie za rękę i wyciągnął z budynku. Szliśmy w kierunku domu, Louis widział, że czuję się dość niekomfortowo w tej sytuacji. Mocniej ścisnęłam jego dłoń i stanęłam w miejscu. Wspięłam się na palce i wtuliłam się w niego, dalej byłam za niska, stanęłam na czubki jego butów, ale to tez nic nie dało. Przytulił mnie mocno do siebie, głowę oparł o moją. Musieliśmy wyglądać dość dziwacznie, przytulaliśmy się na środku chodnika. Ludzie przechodzący obok tylko na chwilę zatrzymywali na nas wzrok, albo kręcili głową, śmiali się. Fanki z pewnego bliżej mi nieokreślonego powodu bały się do nas podejść, nareszcie mieliśmy chwilę spokoju. Gdy skończyliśmy się tulić objął mnie ramieniem, a ja namówiłam go na spacer do parku.

#Louis
Spacerowaliśmy nie trzymając się już za ręce. Melanie bała się tego co było rok temu, oblężenia brukowców. Wiedziała, że i tak będzie na okładkach gazet, wielki powrót byłej dziewczyny Harrego. Znowu o tym wspomną w artykułach. Musieliśmy udawać dwójkę całkiem zwyczajnych przyjaciół. Kupiliśmy sobie po rożku i szliśmy chodnikiem w parku. Samopoczucie dziewczyny znacznie się poprawiło, uśmiechała się, zagadywała mnie. Chciałbym przez jeden dzień nie być sławny, móc wyjść z nią nie bojąc się, że będzie następnego dnia na okładkach gazet. Zauważyła moje zamyślenie i włożyła mi w nos loda. Spojrzałem na nią groźnie i zacząłem gonić. Piszczała i biegała pomiędzy koszykami piknikowymi, które ludzie poustawiali sobie na trawniku w parku. Śmiała się głośno co lekko utrudniało jej ucieczkę. Tu gdzie już byliśmy nie było żadnych ludzi, zwolniła lekko tępo i spojrzała się swoim wesołym wzrokiem na mnie. W końcu ją dogoniłem. Przyparłem ją do drzewa i zacząłem gapić się w jej cudne oczy. Zawstydziła się, bo jej policzki spłonęły rumieńcem. Zbliżyłem się do niej i złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek. Wiedziałem, że tak ją sprowokowałem, wplotła swoje palce w moje włosy i połączyła nasze usta w namiętny pocałunek. Zacząłem dłońmi błądzić po jej plecach, nie mogliśmy się od siebie odkleić. Odoje wiedzieliśmy, ze to może się źle dla nas skończyć, ale kontynuowaliśmy naszą swego rodzaju pieszczotę. Pod koniec przygryzła moją dolną wargę i się szelmowsko uśmiechnęła. Wyjęła z torebki chusteczki i zaczęła wycierać swoje policzki, które ja ubrudziłem moim nosem, dopiero potem przeszła do oczyszczenia mnie z roztopionego loda. Wolnym krokiem zaczęliśmy wracać do domu.
- Świetnie się dzisiaj bawiłam. – Powiedziała i się do mnie uśmiechnęła. Miałem ochotę ją przytulić, pocałować, ale tutaj mogli już być już paparazzi.
- Ja też Melanie. Mam nadzieję, że częściej będziemy tak spędzać czas. – Odwzajemniłem jej uśmiech.
- Alex niedługo przyjeżdża, pojedziesz ze mną po nią? – Widziałem te niesamowite iskierki w jej oczach.
- Pewnie, ale nie dam ci prowadzić. – Wystawiłem jej język.
- Nie dasz mi prowadzić mojego samochodu? Ale z ciebie okrutny człowiek Tomlinson! – Walnęła mnie w ramię, zachowywała się jak kiedyś.
- No widzisz? To tylko pozory jestem jeszcze gorszy niż ci się wydaje. – Zaczęła się głośno śmiać, kochałem jej śmiech. Gdy śmiała się ona śmiał się cały świat.

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 2 cz2 (13)


Ziewnęłam głośno, nie chciało mi się wstawać, a ponadto bolała mnie głowa i to cholernie mocno. Niepotrzebnie wypijałam wczoraj z Lou i Harrym resztę wódki. Usłyszałam krzyk na dole, genialnie, ktoś już nie śpi. Przewróciłam się na drugi bok i naciągnęłam sobie na głowę kołdrę. Zamknęłam oczy i już zasypiałam. Nagle ktoś zdjął mi z głowy nakrycie na co ja tylko warknęłam. Było mi zimno, bo byłam… naga. Odwróciłam się do osoby, z którą prawdopodobnie się przespałam. O nie, o nie.. Louis.
- Mel nie chcę nic mówić, ale wydaje mi się, że my ten.. – Podrapał się zakłopotany po głowie.
- Ja nic nie pamiętam! – Krzyknęłam i naciągnęłam na siebie kołdrę. Szybko, aż za szybko oddychałam.
- Ja też nie, może Harry, przecież z nim piliśmy. – Oboje usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Spojrzeliśmy po sobie przerażeni.
- Nakryj się. – Powiedziałam do Lou i położyłam się tak żeby tylko głowa mi wystawała. Do pokoju wszedł Hazzy.
- Czyli nie tylko mnie poniósł melanż. – Zaśmiał się. – Nie musicie się chować pod tą kołdrą. – Próbował ją z nas ściągnąć jednak w ostatniej chwili złapałam ją na piersiach. – Okej, musicie. A teraz szybko się ubierajcie, będę was krył.
- Że co Harry? Nie zrobisz imprezy na naszą cześć na dole? – Zapytał widocznie zdziwiony Louis.
- Nie dzisiaj, mam kaca. Ciao! – Puścił nam oczko i wyszedł z pokoju. Zaczęłam wzrokiem szukać mojej bielizny, na moje szczęście leżała obok łóżka. Założyłam ją dyskretnie pod kołdrą i ruszyłam w stronę szafy. Rzuciłam w Lou ubraniami Justina, w których przepadam spać a sama zaczęłam się ubierać.
- Mel? Po co mi to? – W jego głosie słyszałam dezorientację.
- No chyba nie chcesz wyjść z tego pokoju nago. Ubieraj się, ja będę na dole.
Pociągnęłam rzęsy tuszem, a oczy podkreśliłam eyelinerem. Zbiegłam po schodach na śniadanie. W kuchni siedzieli już wszyscy za wyjątkiem Lou. Hazza wyglądał jakby miał kaca, a reszta była w sumie w dobrym stanie. Uśmiechnęłam się pod nosem i z lodówki chwyciłam jogurt. Trzeba dzisiaj zrobić zakupy, bo lodówka zaczyna świecić pustkami. Lou wszedł do kuchni ubrany w ciuchy mojego brata. Zastygłam z łyżeczką w ustach, dopiero teraz do mnie dotarło co się stało. Metalowy przedmiot z brzękiem upadł na podłogę. Byłam zszokowana, no co zrobię. Zakłopotana spojrzałam na Hazzę, który dziwnie spoglądał na mnie i Lou i posyłał nam dziwny uśmiech. Nie no jebnę. Wybiegłam z kuchni na balkon aby zaczerpnąć świeżego powietrza, nie wierzę, jeszcze raz nie wierzę! Drzwi za mną się uchyliły i dołączył do mnie Loczek. Przytulił mnie i zaczął uspokajać.
- Przyznaj się, że dopiero ogarnęłaś co zrobiliście. – Zaśmiał się cicho.
- Tak, a ja po prostu rzuciłam w niego ubraniami i bez wyjaśnień zeszłam na śniadanie. Jestem debilką, w ogóle jak do tego mogło dojść?! – Zaczęłam panikować.
- Mel, nic się nie stało, byliście pijani. – Na balkon wszedł ON. – O Lou, nie jesz śniadania? – Zapytał się go Hazz.
- W sumie chciałem z wami pogadać. – Podrapał się nerwowo po karku. – Bo ty Harry widziałeś. – Nie chciał wypowiedzieć tego słowa.
- Tak Lou widziałem, że w nocy uprawialiście dziki seks. – Zaśmiał się Harry, a my tylko nerwowo się zaczęliśmy śmiać.
- Hazz wydaje mi się, że i ja i Mel wolelibyśmy o tym zapomnieć i czy mógłbyś nam o tym nie przypominać łaskawie? – Loczek uniósł tylko kciuk do góry i mnie puścił. Teraz on skierował się do mnie. – Nie powinno do tego dojść, i chcę żebyś wiedziała, że dla mnie to nic nie znaczyło.
- Dla mnie tez Louis, możesz być tego pewny. – Mój głos lekko zadrżał pod wpływem wypowiedzianych słów, a w oczach zebrały się łzy. Nie chcąc żeby oni widzieli mnie w takim stanie weszłam do domu i od razu skierowałam się do wyjścia. Założyłam buty i krzyknęłam. – Wychodzę Justin, nie wiem kiedy wrócę!

#Harry
- Bardzo mądre Lou.. – Powiedziałem do przyjaciela i poklepałem go po ramieniu. – Serio nie musiałeś jej tego mówić. Widzisz do jakiego stanu ją doprowadziłeś idioto?
- Skoro tak się o nią troszczysz to czemu nie wskoczysz jej w ramiona?! Przecież zaczęliście się tak dobrze dogadywać! – Krzyknął do mnie przyjaciel.
- Wiesz co stary? Nie podejrzewałem, że kiedykolwiek będziesz o nią zazdrosny.. Pod koniec ostatnich wakacji stwierdziłeś, że nic dla ciebie nie znaczy. Przynajmniej tak słyszałem. Mogłeś za nią pojechać na lotnisko, nie byłoby tak jak jest. – Wiem, że słowa, które wypowiedziałem zabolały Lou, ale musiałem to w końcu mu powiedzieć.
- Wiesz jak czułem się móc obudzić się obok niej i gapić się na nią bezczelnie te kilka godzin? Nie wiesz Hazz, bo jej nie kochałeś, jak to powiedziałeś w twoim sercu od zawsze jest ktoś inny i nawet mi, swojemu przyjacielowi nie chcesz powiedzieć o kogo chodzi..
- Nie odchodź od tematu, tu jest nim ona. Kochacie się, inaczej byście się nie przespali ze sobą. Louis przyznaj się w końcu do tego, bo wkrótce może być za późno.
- Już jest za późno. Kurwa! Jestem na siebie zły, nawet nie pamiętam tego seksu! Nie pamiętam czy się zabezpieczyliśmy! Nic Harry, zero!
- Chodź do środka. Nie będziemy się tak kłócić, bo w końcu się ktoś domyśli.
Weszliśmy do kuchni, chłopcy zastanawiali się dlaczego Mel tak agresywnie wybiegła z domu. No nie miałem innego wyjścia, powiedziałem, że pokłóciła się z Louisem za co zamordował mnie on kilkanaście razy wzrokiem. Justin zaczął do niej dzwonić, jednak nie odbierała telefonu, bo zostawiła go w domu. Byliśmy dość zdezorientowani, nie wiedzieliśmy co robić. Przecież ona nie zna miasta, jest tu pierwszy raz, taka roztrzęsiona. Justin zwyzywał Lou od debili, za co ten się obraził i poszedł oglądać telewizję. Tęsknię za starym Lou, tym Lou, który nie denerwował się na wszystko i wszystkich. Postanowiliśmy jej poszukać. Zgarnąłem Debila ze sobą i zeszliśmy na dół. Byliśmy bez samochodu więc skazani na atak fanek zaczęliśmy kroczyć chodnikiem LA. Nie powiem, że to był genialny pomysł, bo od razu zostaliśmy zaatakowani.

#Selena
Siedziałam z chłopakami w salonie i zastanawialiśmy się co zrobić. Harry z Louisem wyszli jakąś godzinę temu i jeszcze nie wrócili, mam nadzieję, ze szukają. Martwiłam się o nią, w końcu była dla mnie jak siostra, kochałam ją całym swoim sercem. Nagle mój telefon zaczął wibrować, nieznany numer. Wyszłam na balkon i odebrałam połączenie.
- Halo?
- Hej Sel. – Usłyszałam zapłakany głos Mel. – Przepraszam, ze tak wyszłam i pewnie was wystraszyłam, ale nic mi nie jest, wszystko w porządku.
- Jak w porządku Melanie?! Słyszę, że płaczesz. Co się stało kochanie? – Zapytałam troskliwym głosem.
- Tylko masz nikomu nie mówić. Zaraz wracam Tommy. – Usłyszałam jak do kogoś mówi. – Przespałam się z Louisem. – Te słowa już skierowała do mnie. – Byliśmy nawaleni, nawet nie pamiętam co i jak.. – Szlochała do słuchawki. – A potem on powiedział, że to nic dla niego nie znaczyło i załamałam się.
- Matko zabiję debila. – Wysyczałam do słuchawki.
- Nie! Nie rob mu nic i powiedz reszcie, że jestem z Tommym i nic mi nie jest, wyszłam się z nim spotkać.
- Louis z Harrym poszli cię szukać, martwią się.
- Nic mi nie jest Sel. Wrócę wieczorem. Pa. – Rozłączyła się, a ja szybko pobiegłam do salony gdzie siedzieli chłopacy, oraz Louis z Harrym, który widocznie przed chwilą do nas dołączyli.
- Nic jej nie jest, poszła się spotkać z Tommym. – Powiedziałam, a wszyscy z wyjątkiem Lou odetchnęli z ulgą. On mocno napiął mięśnie żuchwy i wydawał się być zły.

#Melanie
Wróciłam do Tommyego i oddałam mu jego telefon. Otarł mi kciukiem łzy z policzka i zabrał w stronę budki z lodami. Uśmiechnęłam się szeroko, a mój humor zaczął się poprawiać. Zaczęliśmy śpiewać i bawić się jak dwójka dzieci w przedszkolu, które dopiero co się poznały. Jednym słowem wariaci na maksa. Raz na jakiś czas jakieś dziewczyny zwróciły na mnie uwagę i poprosiły o autograf. WTF?! Chłopak przez cały czas dziwnie się na mnie patrzył. Zapytał się mnie nagle.
- Dlaczego jesteś taka zdenerwowana?
- Jak ci powiem to mnie skrytykujesz. – Powiedziałam zawstydzona.
- Obiecuję, że nie. – Położył dłoń na swojej piersi, nad sercem.
- Więc wczoraj przyjechał do nas tak jakby mój były. Nie żeby cos, my nigdy nie byliśmy razem. Po prostu połączyła nas niesamowita więź, całowaliśmy się – delikatnie się uśmiechnęłam – przytulaliśmy, prawie byliśmy parą. I nadeszła ta chwila, wróciliśmy do ich domu gdzie czekał na mnie Justin. W wakacje rozkręciłam niezła aferę, najpierw byłam z Harrym, a potem kilka razy widziano mnie z Louisem. Mój brat musiał mnie tłumaczyć przed całym światem, ale to pewnie widziałeś, a ponad to musiałam się ujawnić i od tamtego dnia jestem rozpoznawalna jako siostra Justina Biebera, cioteczna oczywiście. No i właśnie on przyjechał i nawaliliśmy się, przespałam się z nim, a on stwierdził, że to nic dla niego nie znaczyło. Nie żeby coś, ale zabolało mnie to.
- Kochacie się. Nie przespałabyś się z nim jakbyś go nie kochała, nawet po pijaku. Wtedy ludzie są szczerzy, a nie tak jak na co dzień. Kryją się, sama jesteś tego doskonałym przykładem, przez taki czas ukrywałaś kim jesteś. Jak ma na imię ten idiota?
- Louis. – Powiedziałam ledwo słyszalnie. Mojego towarzysza wyraźnie zszokowały moje słowa.
- Zaraz, zaraz. Tomlinson ma z Doncaster zdjęcia z jakąś laską w deszczu. To ty? – Pokiwałam tylko nieśmiało głową. – Więc w sumie to było wasze pierwsze takie zbliżenie?
- Tak, i nawet tego nie pamiętam. Zajebiście, co nie?
- Matko, tak Ci współczuję Melanie. Mam pomysł, idziemy do mnie. Violetta przyjechała na kilka dni, pamiętasz moją kuzynkę z Hiszpanii?
- Sorki Tommy, ale nie dzisiaj. Zadzwonię po Justina i pojadę do domu. Jestem trochę zmęczona.
Pożegnałam się z chłopakiem, a sama poszłam w stronę telefonu, no bo przecież zapomniałam swojego z domu. Wykręciłam numer Justina i czekałam aż odbierze. Jeden sygnał, drugi, trzeci. No telefon się odbiera do cholery jasnej! Druga próba.. Znowu nic. Zadzwoniłam do Sel, tez nie odbierała. I do kogo ja mam zadzwonić? Numeru żadnego z chłopaków na pamięć nie znam, zaraz zaraz. Louis. Pospiesznie drżącymi dłońmi wpisałam odpowiednie cyferki, a potem już tylko słuchałam sygnału. Telefon odebrał dość szybko, a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
- Halo? – W słuchawce usłyszałam jego melodyjny głos.
- Lou, tutaj Melanie, mógłbyś mi dać Justina? – Sama słyszałam, że mój głos prawie niezauważalnie drżał.
- Wiesz, pojechał gdzieś z chłopakami na imprezę także nie sadzę żeby to było możliwe.
- Szlag by go trafił… - Powiedziałam zdenerwowana.
- A co się stało? Może ja coś zdziałam?
- Mógłbyś po mnie przyjechać? Jestem w parku Hollenbeck. – W moim głosie była nutka nadziei, sama nie mam pojęcia na co.
- Nie mam auta Mel, przyjechałbym, ale…
- W szufladzie powinny być kluczyki od Range Rovera. W salonie. – Przerwałam mu zdanie.
- W takim razie będę za jakieś pół godziny.
- Nie zgubisz się w LA? – Dopiero teraz skapnęłam się, że on może nie znać miasta.
- Nie zgubię się, imprezowaliśmy tu kiedyś z chłopakami. A jak nie dam rady to mam nawigację.
- Dobra, będę czekała. Pa.
Szybko się rozłączyłam i zaczęłam szybko oddychać. Opadłam na pobliską ławkę i odchyliłam głowę do tyłu. Z torebki wyciągnęłam paczkę papierosów i odpaliłam jednego. Zaczęłam rozkoszować się dymem w płucach. Wypełniał on powoli każdą komórkę mojego ciała wprawiając mnie w swego rodzaju szczęście. Teraz nic wokół mnie się nie liczyło, siedziałam sama z moim jedynym prawdziwym  przyjacielem. No niby jest Alex, ale między nami nie jest już tak samo jak wtedy, wtedy przed sytuacją z poprzednich wakacji. Niby jest Selena, ale ona jest dziewczyną mojego brata i nie może mi poświęcać aż tyle czasu. Skończyłam palić i zaczęłam gapić się w niebo. Zastanawiać się nad samą sobą.. po jakimś czasie usłyszałam przy swoim uchu głos.
- Nad czym się tak zastanawiasz? – To był Louis.
- Nad wszystkim, życiem mój drogi. – Posłałam mu szeroki uśmiech i zmrużyłam oczy.
- Chodź do auta, jedziemy do domu.
Stał dość niedaleko miejsca, w którym ja siedziałam. Zapięłam pas, a on odpalił silnik. Jechał dość wolno, dokładnie tak jak pamiętam. Tamtego dnia jechaliśmy z identyczną prędkością, chcieliśmy spędzić ze sobą jak najwięcej czasu. Ciszę w pojeździe przerywało tylko grające radio. Kątem oka spoglądałam na skupiona twarz Louisa, który wpatrywał się w jezdnię jakby nic poza nią nie istniało, jakby była ona jedynym jego celem. Kiedyś tak nie było, śpiewał ze mną w samochodzie, wariował. Nie był taki jak teraz. Odważyłam spojrzeć się na niego tak żeby to zauważył. Postanowiłam z nim porozmawiać, porozmawiać o tym co zdarzyło się rok temu.
- Louis możemy pogadać? – Zapytałam nie oczekując twierdzącej odpowiedzi, no bo przecież nie miał ochoty na pewno ze mną gadać. Wyluzuj Melanie!
- Jasne, o czym tak bardzo chcesz ze mną porozmawiać? – Uśmiechnął się do mnie szeroko.
- Wiesz, w sumie o tym co zdarzyło się rok temu w Doncaster i w Londynie. – Spuściłam wzrok na swoje buty.
- Melanie, wydaje mi się, że to jest już zamknięty temat w naszym życiu. Jasno mi pokazałaś, że chcesz skończyć „to”, bo wyjeżdżasz i nie wyobrażasz sobie związku na odległość, a raczej nie chcesz mnie ranić, nie chcesz ranić nas. – Powiedział z nutką irytacji w głosie.
- A co jeśli kłamałam? Jeśli bałam się konsekwencji jakie mogły z tego wyjść? Bałam się zakochać ponownie, ponownie zostać zranioną? – Spojrzałam z nadzieją na chłopaka, zjechał na pobocze i wyłączył silnik. Spojrzał głęboko w moje oczy, w jego niebieskich tęczówkach widziałam Louisa, tego Louisa, a nie jego marną kopię, która przyjechała tu wczoraj.
- Powiedziałbym ci, że popełniłaś błąd i musisz ponieść jego konsekwencje. Nie moja wina, że przypomniało ci się nagle ile dla ciebie znaczę. To co było już się nie odstanie. I wydaje mi się Mel, że spotykasz się z kimś. Pogodziłaś się z tą decyzją, z decyzją jaką podjęłaś.
- Louis, błagam. – Złapałam chłopaka za rękę, lekko się wzdrygnął. – Chce mieć ciebie choćby jako przyjaciela. Wiem, że popełniłam błąd i nie zmienię już tego. – Patrzałam w jego oczy, w których zaczynały zbierać się łzy. – Ej, nie płacz misiek. – Przytuliłam go do siebie, drążek zmiany biegów wbijał mi się w brzuch, ale chciałam pocieszyć chłopaka, który siedział obok mnie. – Co czułeś wtedy jak odjechałam tak zostawiając cię z tym wszystkim, z tymi przemyśleniami?
- Byłem rozłamany. – Otarł łzy z policzka i zaczął tępo wpatrywać się w przednią szybę auta. – Zamknąłem się na kilka dni w pokoju, chłopaki nie mogli mnie wyciągnąć, wpuszczałem do siebie tylko Harrego. Wytłumaczyłem im to chorobą i o dziwo uwierzyli, albo i nie, albo chcieli wierzyć w taki rozwój sprawy, a znali prawdę. Pozbierałem się jakiś miesiąc później, ale już nie byłem tym samym Louisem, nie mogłem żartować, śmiać się z byle czego. Wydawać by się mogło, że dorosłem, ale nie, ja po prostu nadal noszę w sobie ból po stracie ciebie. – Byłam w szoku tego co mówił. – Nadal jesteś dla mnie ważna, nawet bardzo. – Potrząsnął głową. – Nie wiem w ogóle po co ja to ci mówię skoro to i tak po tobie spłynie. – Odwrócił głowę w drugą stronę.
- Chcesz wiedzieć co ja czułam?! – Krzyknęłam do niego i prawą dłonią obróciłam jego twarz w moją stronę. – Bałam się, bałam się jak cholera. Nie chciałam ciągnąć naszej relacji tylko dlatego, ze się w tobie zakochałam! Tak, wiem, że teraz powiesz, że jestem samolubną debilką, ale nie obchodzi mnie to! W końcu mówię to co chciałam ci powiedzieć od dłuższego czasu. Kochałam tamtego Louisa Tomlinsona i dalej go kocham! – W moich oczach stały łzy. Chłopak wyglądał na zmieszanego tym co powiedziałam. – Ale ty już nim nie jesteś. – Wyszeptałam i podciągnęłam kolana pod brodę. – Możesz jechać. – Powiedziałam szorstkim głosem i zaczęłam płakać.
Teraz słyszałam tylko swój szloch i ciche pomruki silnika. Zastanawiałam się po co ja w ogóle mu to mówiłam, przecież wszystko mogło zostać tak jak było. Nie płakałabym teraz znowu przez tego idiotę, siedziałabym spokojnie w fotelu auta i jechała do domu. Mogłam zgodzić się na spotkanie z Violettą, nie doszłoby wtedy do tej sytuacji w samochodzie. Gdy dojechaliśmy na miejsce jak oparzona wyskoczyłam z pojazdu i pognałam do windy. Wjechałam na prawidłowe piętro i zaczęłam w torebce szukać klucza od mieszkania. Otworzyłam drzwi i pobiegłam do swojego pokoju. Zaczęłam płakać w poduszkę, mogłam przecież tego nie mówić.

czwartek, 19 grudnia 2013

Rozdział 1 cz. 2 (12)

Hej ludzie! Dzięki za komentowanie, nie bedę chamska nie ustawię limitu, bo moim zdaniem jest to rzeczą bezsensowną. Więc oto tutaj przedstawiam wam pierwszy rozdział części drugiej! Komentujcie :) P.S Dzięki dzięki dzięki za pierwszego obserwatora aaaa!


#LA, rok później
Wnosiłam z Justinem ostatnie pudła do naszego mieszkania. Mamuśka pozwoliła mi się tutaj przeprowadzić pod pewnym warunkiem. Miałam pójść na studia. Za tydzień miała przyjechać do nas w odwiedziny Alex, która została w naszym kochanym miasteczku. Brat poczochrał mnie po mojej krótkiej czerwonej czuprynie, zmieniłam kolor na wakacje. Właśnie.. To rok temu zdarzyły mi się zarazem najpiękniejsze, ale i najgorsze wakacje w moim życiu. Do dziś nie mogę sobie wybaczyć, że odsunęłam od siebie miłość. Po raz kolejny wsiadłam do windy i zjechałam po kolejną część kartonów, coś czuję, że ta przeprowadzka zajmie nam dłuższą chwilę.
- Będę miał dla ciebie niespodziankę. – Szepnął mi na ucho Justin.
- Ale mam nadzieję, że nie dzisiaj wieczorem, bo umówiłam się z Tommym.
- Znowu on Mel? Myślałem, że z nim skończyłaś.
- Utrzymujemy kontakt od końca poprzednich wakacji. Ucieszył się gdy dowiedział się, że przeprowadzam się do Los Angeles. Umówiliśmy się.
- On ci złamał serce!
- Ty też złamałeś serce Sel i jakoś ci wybaczyła! – Ups.. Czuły punkt Jusa..
- Wiesz co? Chyba popełniłem błąd zabierając ciebie tutaj. Skoro masz cały czas mi to wypominać.. Dziękuję bardzo za taką siostrę. – Winda się zatrzymała i mój brat z niej wysiadł.
- Przepraszam Justin no!
- I nie ma mowy, dzisiaj wieczorem masz być w domu.
- Ale Justin! Mam te 20 lat mam prawo sama o sobie decydować!
- Jak rok temu sama o sobie decydowałaś to wyszła z tego niezła maniana. – Teraz to on mi pojechał. Posłałam mu wrogie spojrzenie i ruszyłam po kartony.

#Londyn, dzień wcześniej, perspektywa Louisa
- Debile ogarnąć! – Wydarłem się i rzuciłem się na kanapę. – Niall odłóż ten wazon i nie pij z niego wody! Jak wyglądasz!?
- Louis, co ja powiem Perrie? Oni nie ogarną.. – Jęczał mi do ucha przerażony Malik.
- Zayn, posłuchaj. Powiemy jej na wejściu, że oni są tymi nienormalnymi z zespołu. Zamkniemy ich w łazience na górze, a ja z Liamem wszystko ogarniemy.
- Właśnie.. Gdzie jest Liam?!
- Pojechał do restauracji po jakieś żarcie, bo Niall wszystko zżarł.
- O matko..
- Zayn rozumiem, że to twoja pierwsza dziewczyna, ale nie stresuj się aż tak bardzo, to tylko randka.
- Łatwo ci mówić, ciebie ubóstwiają laski, słuchają się. Taka Melanie od razu pojechała z tobą do Doncaster.. A to jest moje pierwsza dziewczyna!
- Kochany, z Melanie to była inna historia. Była załamana to się posłuchała. Zauważ, że nie mam dziewczyny, fanki podejrzewają, że jestem gejem, a Harry dostarcza im tylko dowodów.
- Boże, a jak Perrie odkryje, że miałem faceta? Co ja jej powiem?
- Nie przyznasz się do tego stary, oszczędzisz jej szczegółów.
- Ale ja nie wiem jak zachowywać się w stosunku do kobiet! – Jęczał dalej mulat.
- Właśnie po to zaprosiłeś ją do domu, nauczysz się.
- Louis, jesteś zajebistym przyjacielem. 
Chłopak przytulił się do mnie mocno, wręcz zawiesił na szyi i zaczął mnie dusić. Nie wyglądało to normalnie, bo ja objąłem go w talii i zacząłem ściskać na pocieszenie. Huśtaliśmy się i huśtaliśmy, a Malik wcale nie chciał mnie puścić. Zaczął nawet nucić jakąś piosenkę i podśpiewywać pod nosem. Staliśmy tak centralnie naprzeciwko drzwi wejściowych. Nagle uchyliły się one i Liam do domu wprowadził cudną dziewczynę. Była ona dość niska i miała blond włosy. Oczy miała mocno podkreślone eyelinerem i tuszem do rzęs, szeroko się uśmiechała. Gdy nas zobaczyła zrobiła niewiedzącą  minę, a Liam przybił sobie facepalma. Odskoczyłem od Zayna i obróciłem go przodem do dziewczyny. Zauważyłem, że spalił buraka i zaczął gapić się w podłogę. Dałem mu kopniaka żeby popchnąć go do przodu, jednak nie uzyskałem wymarzonego efektu. Runął on plackiem na ziemię prosto przed buty pani Edwards. Wybuchłem głośnym śmiechem jak i reszta ludzi na korytarzu włącznie z uroczą blondyneczką. Uklęknęła ona przed Zaynem i pomogła mu wstać. Wtuliła się w jego tors i złożyła delikatny pocałunek na jego policzku.
- Pezz chciałbym żebyś poznała resztę One Direction. – Objął ją w talii i podprowadził do mnie. – To jest Louis, Liama chyba już znasz. – Dziewczyna pokiwała głową żeby potwierdzić słowa chłopaka i podała mi malutką dłoń. – Harry! Nialler! – Krzyknął i pojawili się ci idioci. Przedstawił obydwu dziewczynie i zabrał ją do jadalni na kolację.
Ja w tym czasie pobiegłem do swojego pokoju, żeby jak codziennie posiedzieć przed komputerem. Hasło do mojego laptopa znałem tylko ja więc nikt nie miał pojęcia co na nim miałem. Pojawiła się moja piękna tapeta, a na niej Melanie i Ja u moich rodziców na kanapie. Chyba Lottie zrobiła nam to zdjęcie i wysłała mi któregoś dnia na maila. Włączyłem pierwszy lepszy potral plotkarski. Melanie była ostatnio na jakiejś gali z Justinem. Wyglądała na szczęśliwą, w porównaniu do mnie. Ją jakoś obeszła cała ta sprawa z nami, bo nas przecież nie ma. Otrząsnąłem się z tej myśli, przecież nas nigdy nic nie łączyło. Co ja sobie w ogóle wyobrażałem? Rzuciłem zwiniętymi skarpetkami do walizki i się uśmiechnąłem, dlaczego? Sam nie wiem. Nie jestem już takim pogodnym Louisem, a wszystko przez nią. Stałem się drugim Daddy Directioner. Chłopaki jutro jechali do LA, ja miałem ambitny plan spędzenia całych wakacji z rodziną. Także ja z chłopakami nigdzie nie jadę.

#LA, następny dzień, wieczorem, po przeprowadzce.
- Wychodzę Justin! – Krzyknęłam i już naciskałam klamkę.
- Nie Mel. Nie możesz. – Brat złapał mnie za nadgarstek.
- Niby dlaczego? – Zapytałam go bezczelnie.
- Zawsze musisz psuć sobie niespodzianki. – Warknął. – Chłopaki dzisiaj przyjadą, będą tu za jakieś pół godziny.
- Że jacy chłopacy?
- Że One Direction. – Prawdopodobnie w tym momencie miałam oczy jak pięciozłotówki. – Ale bez Louisa. – Na szczęście.
- To muszę zostać? – Brat pokiwał twierdząco głową. – No dobra.
- Sel będzie za piętnaście minut. – Doinformował mnie jeszcze.
- Co my zjazd rodzinny organizujemy? – Zaśmiałam się. – A tak w ogóle to na ile przyjeżdżają?
- Na całe wakacje, w międzyczasie mają tutaj kilka koncertów.
- Ale co będą grali bez Louisa? – Jego imię ledwo przeszło mi przez gardło.
- Nie no, on będzie przyjeżdżał na koncerty, mają ich tu chyba ledwo trzy. Chce spędzić wakacje z rodziną. – Ta, już to widzę. Unika mnie, zwyczajnie mnie unika! Nie żebym czuła się zraniona, czy coś, ale.. – Mel tylko błagam, nie drzyj kotów ze Stylesem, wybacz mu, czy coś. Chcę mieć spokój w domu.
- Postaram się braciszku.
Uśmiechnęłam się szeroko, zdjęłam buty i odwołałam spotkanie z Tommym. Wbiegłam po schodach do swojego pokoju i walnęłam się na łóżko. Zaraz miały przyjechać te wariaty, ale bez tego wariata. Z jednej strony cieszyłam się z tego, a z jednej nie. Jakiś czas później usłyszałam, że przyszła Sel, krzyknęłam do niej tylko „cześć” i dalej leżałam rozmarzona. Ehh, zapowiadają się miłe wakacje.

#Justin
Melanie spała skulona na swoim łóżku, nie miałem serca jej budzić, tak samo i Sel. Z moją dziewczyną czekaliśmy na chłopaków, którzy mieli zjawić się lada moment. Wyjrzałem przez okno i podziwiałem ocean, który znajdował się centralnie przed naszym wieżowcem. Usłyszałem pukanie do drzwi, Sel momentalnie do nich doskoczyła i zaczęła się ściskać z czterema, zaraz z pięcioma chłopakami. Coś mi to nie gra, Louisa miało nie być. Miał dość niezadowoloną minę, jak dziecko, któremu zabrano zabawkę. Podszedłem do nich i się przywitałem.
- Miała być was czwórka, co cię Lou skłoniło do zmiany decyzji? – Zapytałem i przytuliłem do siebie Sel.
- Simon załatwił nam tu więcej koncertów, nie trzy, ale trzynaście. To byłby już problem tak latać. – Odpowiedział mi chłopak ze skwaszoną miną.
- Gdzie Melanie? – Zapytał blondyn.
- Śpi, zasnęła jakieś dziesięć minut temu. Spokojnie dołączy do nas później. To co organizujemy dzisiaj popijawę? – Zatarłem dłonie w nadziei.
- Chyba cię Justin pogięło? Nie dam wam się tu upić! – Sprzeciwiła się Selena.
- No to ty misiu będziesz się oszczędzać, a poza tym będziemy grzeczni. – Uśmiechnąłem się uroczo do mojej dziewczyny. Westchnęła tylko głośno, a cała reszta się zaśmiała. – Musicie być głodni, chodźcie do kuchni. I wybaczcie mi małe nieogarnięcie tutaj, ale dopiero co się przeprowadziliśmy i lekko jeszcze nie ogarniamy, nie rozpakowaliśmy się do końca.
Ruszyliśmy do kuchni, dałem chłopakom kanapki, no bo co ja więcej im zrobię w pięć minut. Gdyby Melanie nie spała toby coś ogarnęła. Zauważyłem, że niektórzy z chłopaków zmienili się od zeszłego roku. Zayn siedział wiecznie uśmiechnięty, ciągle wszystkich zabawiał, Harry był taki jak kiedyś, uroczy i zabawny, Niall jak to Niall pożerał wszystko co mu w ręce wpadło i Liam i Louis. Zatrzymam się na chwilę przy tym ostatnim. Posłał nam czasami blady uśmiech, ale tak to siedział i się nie odzywał, a to było dość dziwne jak na niego. Strasznie upodobnił się do Liama, który się wyluzował. Usłyszałem, że któreś z drzwi na górze się uchylają, a później tylko kroki na schodach. Chwilę później w kuchni pojawiła się czerwona czupryna Melanie. Dziewczyna przecierała zmęczone oczy. Gdy zobaczyła chłopaków jej oczy zamieniły się w pięciozłotówki. Wybiegła w pośpiechu z pomieszczenia, nikt poza mną chyba jej nie zauważył. Wróciła po jakichś dziesięciu minutach z szerokim uśmiechem na twarzy i pełnym makijażem, przebrana. Nie ogarniam czasami mojej siostry.
- Hej chłopcy! – Krzyknęła na wejściu ze sztucznym uśmiechem. Louis gapił się na nią jak idiota, a ona posłała mu tylko krótkie spojrzenie, po którym od razu lekko posmutniała.
- Hej Mel! – Odezwał się chór zgranych głosów.
- To co dzisiaj robimy? – Zapytała się przytulając Sel od tyłu. Ej! Ona jest moja.
- Justin urządza nam wielkie chlanie! – Krzyknął Harry i przybił piątkę z Niallem. Ahha, spoko.
- To rewelacyjnie. Wiecie miałam na dzisiaj plany, ale jak Justin mi powiedział, że dzisiaj przyjeżdżacie to tak nie mogłam się doczekać, że zostałam w domu. – Ostatnie słowa praktycznie wysyczała w stronę Harrego. Louis z troską patrzał na przyjaciela jakby chciał mu powiedzieć: „Stary masz przechlapane.” Mel uśmiechnęła się tylko arogancko pod nosem. Standardowa siostra.
- Mel mieliśmy umowę. – Powiedziałem do niej i wskazałem wzrokiem na Hazze.
- Wybacz braciszku, ale nie mogłam się powstrzymać. – Zachichotała jak to nie ona.. Coś dziwnego się z nią dzisiaj dzieje, doprawdy.

#Melanie
Stałam w tej kuchni i mogłam bezczelnie gapić się na jego.. włosy. Nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy, choć nasze spojrzenie parokrotnie się skrzyżowało. O całej historii wiedziała tylko Sel, która jakby dotykiem chciała mnie pocieszyć. Poszłam do salonu i walnęłam się na kanapę. Popijałam ze swojego kubka gorącą herbatę, którą chwilę temu sobie zrobiłam. Założyłam nogi na nasz szklany stół, który jak obstawiam nie przeżyje naszej pierwszej imprezy. Upiłam kolejny łyk herbaty i głośno westchnęłam. Miejsce obok mnie ktoś zajął. Odwróciłam niby od niechcenia głowę w stronę owego osobnika. Ujrzałam jego niesamowite zielone oczy i loczki w nieogarze, uśmiechnęłam się nawet pod nosem. Harry.
- Możemy pogadać? – Zapytał lekko ochrypłym głosem.
- Już rozmawiamy. – Byłam za miła. – A przynajmniej możemy zacząć.
- Przepraszam Mel, widzę, ze jesteś dla mnie miła na siłę, ale..
- Spokojnie Harry, to jest przeszłość i tego się nie odkopuje. Wybaczyłam ci już, a przynajmniej tak mi się wydaje. Owszem Justin prosił mnie żebym była dla ciebie miła, ale nie zmuszam się do tego. Wybuchłam tak dzisiaj, bo byłam umówiona na randkę i nie poszłam przez wasz przyjazd..
- Nie musiałaś czekać. Dalibyśmy radę bez ciebie kochana. – Powiedział i mnie do siebie przytulił. – Tak bardzo tęskniliśmy.
- Kto tęsknił ten tęsknił. – Westchnęłam cicho, wydaje mi się, ze nie usłyszał.
- On też. – A jednak słyszał. – Opowiedział mi o wszystkim. Nie chcę cię obwiniać, ale..
- Harry wiem, że wina leży po mojej stronie, nie musisz mnie tłumaczyć. – Odsunęłam się od chlopaka i spojrzałam mu w oczy. – To ja spieprzyłam, bo ja go odtrąciłam. Bałam się, że będzie jak z tobą, nie chciałam wtedy rozgłosu, nie aż takiego. Jakbym to wytłumaczyła? Byłam ze Stylesem, ale Tomlinson mnie mu odbił? Prawie rozwalilam zespół?
- Nie rozwaliłaś. Każdy ma prawo do popełniania błedów, nawet ty. Jesteś niesamowita dziewczyną, nie przejmuj się Lou, kiedyś mu przejdzie, a wtedy normalnie porozmawiacie. Powinniście chociaż spróbowac przed Justinem skoro zarówno on jak i pewnie ty sądzicie przed ludźmi, że między wami nidgy nic nie zaszło.
- Masz rację, ide z nim pog… - Już wstawałam z sofy gdy do salony weszła cała reszta w tym Justin z flaszkami.
- Zaczynamy impreze! – Krzyknął i podniosł trunki do góry.
Opadłam z powrotem na sofę i głośno westchnęłam. Wyjęliśmy z któregoś z nierozpakowanych kartonów karty i zaczelismy grać. Zaczęło się niewinnie od pokera bez płacenia, bez niczego. Po rozwaleniu pierwszej flaszki Harry wpadł na pomysł rozbieranego. Nie wszystkim ten pomysł się zbytnio spodobał wiec ustalilismy, że nie sciągamy bielizny. Najbardziej komfortowe było to chyba dla mnie i Sel, bo byłyśmy jedynymi dziewczynami w towarzystwie. Po dwóch godzinach odłożylismy jednak karty, bo zaczęły nam się rozmazywać. Poza tym nie mieliśmy się już z czego rozbierać nie licząc Hazzy, któremu zostały skarpetki. Wtedy Zayn zaproponował grę w butelkę. Prawda czy wyzwanie. No i on pierwszy kręcił. Wylosował Harrego.
- Hazzy, kochałeś Melanie? – Zaczął z grubej rury, niema co.
- Jak siostrę, przyjaciołkę. Przepraszam Melanie, ale dalej cię tak kocham. – Zrobiłam tylko głośne „Aww” i przytuliłam Loczka. Kręcił, trafił na Louisa. – Największa słabość Tommo?
- Jej oczy. – Spojrzał głęboko w moje oczy, a ja tylko próbowałam się nie zakrztusić trunkiem, którego właśnie nabrałam do ust. Doskonale wiedziałam, ze chodzi o moje oczy. Zakrecił butelką, ja.. – Największa słabość Melanie? – Głośno przełknęłam ślinę.
- Jego dotyk. – Praktycznie wyszeptałam, chyba każdy jednak to słyszał, ba zaczeli klaskać. Zaczełam się śmiać żeby rozluźnić atmosferę.
- Tommiego kochana? – Zapytał Hazzy, który chyba chciał ratowac zarówno moją jak i dupę Louisa. Zauwazyłam to, bo posłał mu spojrzenie które wyrażało więcej niż tysiąc słów. – To co, bo takie pytania będą nudne. Wyzwania? – Zapytał chłopak na co wszyscy się zgodziliśmy.
Liam własnie wychodził w samych bokserkach żeby przejechać się winda na sam dół i z powrotem. Mieszkaliśmy na jednym z ostatnich pięter. Miał pecha, bo spotkał rodzinę z trójką dzieci, wrócił z podbitym okiem. Makijarzystki wszystko ukryją. Zaczynało mi się robić zimno, założylam na ramiona jakąś niebieską koszulę, która leżała obok mnie. Graliśmy i graliśmy, aż ktoś postanowił się na mmnie zemścić za moje chamskie zadania. „Pocałuj Louisa.” Te dwa słowa padły z ust Zayna. Posłałam mu nieawistne spojrzenie i spojrzałam na Louisa, który wyglądał na mega zdziwionego. Wydaje mi się, że oboje nie wiedzieliśmy co zrobić. W końcu on jakby chciał już to mieć za sobą przysunął się do mnie i obrócił twarz w moją stronę. Bałam się lekko.
- To tylko gra Mel. – Szepnął tak, że tylko ja to słyszałam. Zbliżyłam szybko swoją twarz do jego twarzy i złożyłam na jego ustach czuły pocałunek. Jedną ze swoich dłoni dotknął mojego policzka i wpił się w moje usta, pogłebił pocałunek, odpłynęłam. Wyczuł to chyba, bo przerwał tą piękną chwilę i walnął mnie w ramie.
- No i to było coś! – Krzyknął Zayn i zaczął się śmiać.
Zapięłam koszulę, którą miałam na sobie, chwyciłam paczkę papierosów z szuflady. Wyszłam na balkon, wieczór, a raczej już noc była ciepła. Zaciągnęłam się dymem z papierosa i rozkoszowałam się chwilą. Nikotyna zaczęła rozpływać się powoli po moim ciele dając ukojenie. Robiłam to odkąd wyjechałam z Londynu, musiałam jakoś odreagować to co zrobiłam.
- Od jak dawna to robisz? – Zapytał ten głos zabierając mi z dłoni papierosa i zaciągając się.
- Od końca poprzednich wakacji. – Odpowiedziałam cicho, bałam się tego co zaraz zacznie gadać.
- Ten pocałunek nic nie znaczył Mel, nie martw się. A tak poza tym to pięknie wyglądasz w mojej koszuli. – Lou uśmiechnął się do mnie i ponownie się zaciągnął. Stał koło mnie w samych bokserkach paląc ze mną papierosy, genialnie. Wyjęłam kolejnego i go podpaliłam.
- A ty od jak dawna palisz? – Zapytałam się go i spojrzałam mu w oczy wypuszczając dym z płuc.
- Od końca poprzednich wakacji. – Powtorzył moje słowa i zadziornie się uśmiechnął.
- Ty się nigdy nie zmieniłeś! – Krzyknęłam i weszłam do salonu gdzie siedział już tylko Harry z trzema flaszkami..
- Czekam na was! Wszyscy poszli spać, a my tu jeszcze mamy tyle do rozpracowania!